Urodzinowa pod znakiem
«1995-11-25»
Trójka Pod Księżycem




Komentarz

Audycja urodzinowa pod znakiem. Pod znakiem muzyki, która gra na nas jak na instrumencie, poruszając struny najbardziej ukryte i wywołuje łzy wyzwolenia...

Audycja dzięki

AkoBe - data
Vampirek - komentarz - treści komentarzy
AkoBe - opis
Jaśko Marcin - opis - uzupełnienie
chaos_man - pochodzenie
AkoBe - pochodzenie
Lordmoon - pochodzenie

Opis

1. Sygnał audycji

Dobry wieczór.


2. Love Like Blood - More Than Salvation
3. Komentarz Tomasza

Tu Trójka pod listopadowym księżycem, wita Państwa Tomasz Beksiński. Dzisiejszą noc spędzimy pod znakiem uczuciowo-krwistym, bo Love Like Blood znaczy miłość jak krew. Nie wiem - gorąca, życiodajna? Na to pytanie niech sobie każdy zainteresowany odpowie. Love Like Blood - grupa ta wystąpi w Krakowie już za tydzień, w sobotę, drugiego grudnia w Hali Korony. Nie wystąpi zresztą sama, będą grać także zespoły Daimonion i The Breath of Life. I dlatego Love Like Blood potowarzyszy nam w nocy, a noc to będzie dość niezwykła, o czym się Państwo przekonają już wkrótce. Będzie sporo niespodzianek. Zdradzę tylko jedno - w cyklu "Living In The Past" będzie grupa The Who w ostatniej godzinie i muzyka z płyty "Quadrophenia", bo to taka moja płyta sprzed wielu, wielu lat. "More Than Salvation" - coś więcej niż zwykłe wybawienie, taki był tytuł utworu grupy Love Like Blood, którym Państwa przywitałem. Natomiast teraz, teraz grupa Marillion i utwór, na który czekałem we wtorek w Krakowie podczas koncertu w tejże samej Hali Korony, w której Love Like Blood już za tydzień. Ale nie doczekałem się, bo w ogóle nie grają tego utworu na żywo. Za to jest moim ukochanym na płycie "Afraid Of Sunlight" i nazywa się "Beyond You".


4. Marillion - Beyond You
5. Komentarz Tomasza

Nie mogę zrozumieć dlaczego ten utwór kończy się w takim pięknym miejscu i miałem nadzieję, że na koncercie zostanie zagrany nieco dłużej, że Steve Rothery pozwoli sobie na jedno z tych swoich niepowtarzalnych, gitarowych popisów, na jeden z tych popisów, ale niestety, niestety coś, coś jest nie tak z tym utworem, nie wykonują go w ogóle na żywo - "Beyond You" - Marillion. Na pewno interesuje Państwa moja opinia o całym koncercie. Zacznę od tego, że bardzo mi się podobał, chociaż kilka zgrzytów było z tym, że nie muzycznych zupełnie, bo pod względem muzycznym było OK. Organizacja pracy bramki była skandaliczna moim zdaniem, wpuszczano godzinami po kilka osób, obmacywano co jest skandalem także, szukano bóg wie czego w torbach, w dodatku w środku jakieś panienki na siłę wciskały ludziom papierosy - co za smród! Doszło już do tego, że na rockowych koncertach namawia się ludzi do palenia nikotyny do zatruwania powietrza. Z różnym powodzeniem można by to robić w szpitalach na przykład. Ja rozumiem, że sponsorem była firma produkująca tę truciznę, ale to jest... no są chyba są jakieś granice. Całe szczęście, że żadna z tych panienek mnie nie próbowała wcisnąć papierosa, bo chyba bym całą paczkę zapalił i wetknął jej w zadek. Zaś sam Marillion wypadł doskonale, gdyby tylko Steve Hogarth zrezygnował mniej więcej z dwóch, trzech starych piosenek takich bezwzględnie Fish'owych piosenek, bo Fish to śpiewa z serca, a on po prostu interpretuje tylko te utwory. Wiadomo "Kayleigh", "Sugar Mice" i tak dalej, to byłoby chyba już super, byłoby bardzo dobrze. Najbardziej ucieszyłem się, gdy w sutannie zaśpiewał utwór "The Uninvited Guest" - nieproszony gość, uznałem to za wydarzenie symboliczne - "Seasons End".


6. Marillion - Seasons End
7. Komentarz Tomasza

Marillion - "Seasons End", to była pierwsza płyta po odejściu Fisha. Pamiętam jakie gorące namiętności wzbudziła pod koniec 1989 roku. Ja sam pamiętam ten pierwszy wieczór kiedy jej słuchałem i kiedy z jednej strony coś się we mnie krajało jak piękna to jest muzyka, a z drugiej strony nie mogłem zaakceptować tego głosu. Muszę Państwu z przyjemnością powiedzieć, że potrzebowałem czasu i w tej chwili mogę nawet do starego Marillionu jakoś z innym zupełnie zapasem namiętności podchodzić. Jak i zupełnie inaczej słucham tego nowego i wydaje mi się, że powinniśmy tak trochę zapomnieć o tym co było, raczej zająć się tym co jest, bo zespół ten odnajduje się coraz bardziej i jak pokazał w Krakowie jest na scenie w dalszym ciągu bezbłędny. Tak więc nie jest to "Seasons End", a właściwie początek zupełnie nowego sezonu. Proszę Państwa jeszcze w kwestii koncertów, miałem nadzieję wybrać się na Kasię Kowalską w czwartek w Warszawie do Kongresowej, ale firma Izabelin wspaniałomyślnie nie przysłała mi żadnego zaproszenia. A ponieważ wróciłem dość późno z Krakowa, to już nie zdążyłem zakręcić się koło tego i w związku z tym Kasia mnie ominęła. A bardzo, bardzo, bardzo żałuję, bo płyta "Koncert Inaczej" jest piękna. Ja Państwu mówiłem w czerwcu bezpośrednio po koncercie Kasi w Warszawie, w Teatrze Małym, że było to naprawdę wydarzenie. Muzyka rockowa, balladowa, jazzowa, swingowa po prostu wszystko wymieszane razem i naprawdę to się wszystko razem trzymało kupy co jest najbardziej dziwne. A płyta jest wydana ślicznie, w kolorach czerwonych i kiedy się otworzy książeczkę - zdjęcie przedstawiające scenę i Kasię razem z całym zespołem przykryta jest w ten sposób, że właściwie widać takie zasłony czerwone jak u Davida Lyncha, jak w czarnej chacie z "Twin Peaks". Wprawdzie Kasia nie oscyluje w kierunku Julee Cruise i takich poetycko rozmarzonych klimatów, ale coś w tym jest, coś w tym jest. Posłuchajmy jak z płyty koncertowej brzmi mój ulubiony utwór Pani Kowalskiej - "Kto może mi to dać".


8. Kasia Kowalska - Kto może mi to dać (live)
9. Komentarz Tomasza

To była Kasia Kowalska na żywo ze swojej najnowszej płyty "Koncert Inaczej", a tymczasem godzina pierwsza.


10. Sygnał serwisu Trójki (godz. 1:00)
11. Sygnał audycji
12. Love Like Blood - Night Is Young
13. Komentarz Tomasza

Love Like Blood - Night Is Young, czyli noc dopiero się zaczęła, noc jest młoda. Ten utwór z dedykacją dla tych wszystkich, którzy narzekają, że spotykamy się za późno. Nie, proszę Państwa my się spotykamy po północy, a po północy "Night Is Young" i ponieważ jest po północy to czas na "Kącik grozyy". Dzisiaj będzie kolacja z Draculą.


14. Sygnał Kącika grozy
15. The Bollock Brothers - Dinner With Dracula
16. Komentarz Tomasza

Pioruny już uderzyły, Państwo dotarli do mojego zamku, wrota się otwarły witam bardzo, bardzo serdecznie. "Dinner with Dracula" - kolacja z Draculą grupa The Bollock Brothers, to był nasz dzisiejszy "Kącik grozy". Ale proszę Państwa, prawdziwa groza czai się gdzie indziej, to straszne, ale dziś właśnie kończę 37 lat i to jest groza. Państwo jak zwykle wyczaili ten upiorny fakt, tak więc teraz dziękuję serdecznie za wszystkie życzenia urodzinowe. A najcieplej dziękuję dziewczynie o zielonych oczach, za najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek w życiu otrzymałem.


17. The Moody Blues - In My World
18. Komentarz Tomasza

Grupa Moody Blues - "In My World" - w moim świecie. Utwór sprzed prawie piętnastu lat, już kilkakrotnie go słuchaliśmy, ale tak naprawdę zabrzmiał dopiero dziś. Teraz pozwolę sobie zrobić przyjemność i zaproszę Państwa do wspólnego wysłuchania trzech piosenek z okresu mojego nazwijmy to muzycznego dzieciństwa, wręcz okresu raczkowania, kiedy to dopiero zaczynałem nagrywać z radia różne piosenki. To było w '71 roku, te trzy utwory miałem nagrane na jednej taśmie. Najpierw Donovan i "Atlantyda", potem Omega i "Dziewczyna o perłowych włosach" aż wreszcie ballada sprzed 28 lat - grupa Simon Dupree And The Big Sound i pieśń o latawcach. O latawcach, na których napisane jest... ale to już niech Państwo sami posłuchają.


19. Donovan - Atlantis
20. Omega - Gyöngyhajú Lány
21. Simon Dupree And The Big Sound - Kites
22. Komentarz Tomasza

Słuchamy takiej muzyki i chcemy żeby cały świat się zmienił, a zresztą ta muzyka sprawia, że rozglądając się dookoła widzimy wszystko inaczej. I jeszcze jeden utwór dzisiaj się musi pojawić, właśnie dzisiaj, właśnie teraz. Utwór, który w dużym stopniu zmienił moje życie 23 lata temu. A sprawił przez to między innymi, że wspólnie z Państwem słucham takiej, a nie innej muzyki. Utwór, którego słuchaliśmy też rok temu o tej porze, a przypomnieliśmy go sobie także w lipcu, latem, dokładnie 23 lata po tym jak pojawił się w Trójce po raz pierwszy.


23. Pink Floyd - Echoes - Komentarz Tomasza (w tle utworu tłumaczenie)

Wysoko w górze nieruchomy albatros, a poniżej fale przelewają się przez labirynty koralowych grot. Echa odległych chwil nadciągają zza piasków, a wszystko jest takie zielone i podwodne, nikt nie wskazał nam drogi, nikt nic nie wie, jednak coś w nas każe nam dążyć ku światłu.
Nieznajomi mijają się na ulicy, przypadkowo spotyka się dwoje spojrzeń. Ja staję się Tobą i Twoimi oczami widzę siebie. Pozwól, że ujmę Twoją dłoń i poprowadzę Cię, a Ty pomożesz mi zrozumieć. Nikt nie każe nam iść dalej, nikt nie każe nam spuścić wzrok, nikt nie mówi, nikt się nie stara, nikt nie lata wokół słońca. Każdego ranka bezchmurnie opadasz na moje budzące się oczy. Zapraszając mnie bym wstał. A zza okna na słonecznych skrzydłach wlatuje milion ambasadorów poranka. I nikt nie śpiewa mi kołysanek, nikt nie każe mi zamknąć oczu, tak więc szeroko otwieram okno i wołam do Ciebie poprzez niebo.


24. Komentarz Tomasza

Pink Floyd oczywiście - "Echa". Utwór, dla którego moim zdaniem czas się zatrzymuje, a ziemia przesunęła się w ciągu tych 23 lat od chwili, gdy usłyszałem tę kompozycję po raz pierwszy, o tyle, że ta tajemnica o której Państwu zawsze mówiłem, że zawarta jest w tym utworze i do której zbliżamy się i w środku już ją mamy prawie w zasięgu, a później nam umyka, stała się jakby trochę bardziej klarowna.


25. Sygnał serwisu Trójki (godz.2:00)
26. Sygnał audycji
27. Love Like Blood - Tears Of Liberation
28. Komentarz Tomasza

Love Like Blood - Tears Of Liberation - łzy wyzwolenia. Łzy wyzwolenia z szarzyzny, gdy dostrzegamy piękno świata i chce się żyć. Niektóra muzyka właśnie wywołuje takie uczucie, gra na nas jak na instrumencie poruszający te struny najbardziej ukryte i wywołuje właśnie łzy wyzwolenia z tego pancerzyka, który nosimy na co dzień, żeby nie pokazać swojej wrażliwości osobą, które mogły by tego nie zrozumieć. Love Like Blood - zespół, który na koncertach może takiej atmosfery jak w tym utworze nie stwarza, gra bardziej rockowo, bardziej dynamicznie. Wystąpi już za tydzień drugiego grudnia w sobotę w Hali Korony w Krakowie. Z tego co słyszałem to tylko do czwartku można jeszcze kupować bilety, a później już w dniu koncertu. Myślę, że te klimaty, o których mówiłem przed chwilą bardziej nam zapewni inna grupa, która tego samego wieczoru w tym samym miejscu wystąpi. Grupa Breath Of Life.


29. The Breath Of Life - Noamina
30. Komentarz Tomasza

Grupa Breath of Life i utwór "Noamina". Nagranie oczywiście z płyty "Lost Children", której dość regularnie słuchamy od miesiąca i którą już znamy w całości, ten utwór też już pojawił się mniej więcej miesiąc temu po raz pierwszy. Ciekaw jestem jak wypadną na żywo, nie wiem tylko czy zdołam dojechać, bo obawiam się, że raczej mnie tam nie będzie, ale ale mam nadzieję, że Państwo będą się dobrze bawili na tym koncercie i oczekuję relacji listownej. Proszę Państwa chciałbym w tej chwili bardzo serdecznie przeprosić niektórych słuchaczy, którzy do mnie pisali od wakacji. Właśnie przed dwiema godzinami odebrałem pokaźną kopertę z korespondencją, która składała się w pewnym pokoju w Programie Trzecim, do którego nie zaglądam od czasu wakacji dlatego, że nie bywam od lipca w ciągu dnia tutaj na terenie naszego zakładu, że tak się wyrażę i przychodzę tylko po nocach, a wtedy dostaje się tylko do jednego pokoju skąd odbieram korespondencję, tymczasem w drugim nazbierała się niesamowita ilość listów od różnych ludzi. Listy z lipca, z sierpnia, z września, właśnie je zaczynam czytać i będę chyba jeszcze czytał do rana po powrocie do domu. Tak więc uprzedzam, że być może za tydzień zrobimy sobie bardziej korespondencyjny program, bo będę przygotowany również muzycznie na to, aby na niektóre z tych listów odpowiedzieć. Dzisiaj jest to niestety niemożliwe, ale informuję, że dostałem, dostałem to wszystko co było do mnie pisane i mam nadzieję, że będę mógł się do tego jakoś ustosunkować w najbliższej przyszłości. Teraz natomiast mam dla Państwa taką przyjemną niespodziankę z ostatniej chwili, może jest ona tak nie do końca przyjemna, bo kompakt nagrany został z płyty analogowej, ale bardzo dobrze został nagrany, tak jak kiedyś materiał grupy Raw Material, który nam się bardzo podobał i którego doczekaliśmy się później bezpośrednio z taśmy matki na kompakcie dzięki firmie Repertuar. Grupa Beggars Opera, czyli opera żebraków. Państwo znają ten zespół, wiem, że niektórym słuchaczom się bardzo się podobały płyty druga i trzecia, które są oficjalnie na kompaktach, a pierwsza, legendarna zatytułowana "Act One" jak na razie nie była na kompakcie wydana i ukazała się teraz jak mówię, niestety z płyty analogowej, ale nad wyraz dobrze zremasterowana. Jest to płyta bardzo zajmująca szczególnie dla osób, które dość dobrze znają się na muzyce klasycznej, bo tutaj mamy niesamowitą ilość cytatów. Na albumie jest tylko pięć utworów, na dzisiaj wybrałem jeden. Utwór, który nazywa się "Raymond's Road", czyli droga Raymonda i w tym utworze jest prawdziwa oaza dla tych wszystkich, którzy lubią się bawić w zgadywanie skąd to cytat. A grupa Beggars Opera gra naprawdę oszałamiająco, tak więc do wysłuchania tego utworu teraz bardzo serdecznie Państwa zapraszam.


31. Beggars Opera - Raymond's Road
32. Komentarz Tomasza

Grupa Beggars Opera i fragment płyty "Act One". Oczywiście prezent od MegaDiscu, bo tylko tam takie płyty można znaleźć. Oczywiście nagrana jak już powiedziałem z analogu na kompakt, ale dobre i to. W każdym razie tak fenomenalne partie organowe to nagrywano tylko na początku lat 70-tych, w okresie kiedy Panowie pozwalali sobie na Hammondach na prawdziwe szaleństwo. Trochę mi ta muzyka przypomina niektóre najwspanialsze fragmenty, te takie najbardziej frunące fragmenty suity "Lot" zespołu Rare Bird. I słuchając tego utworu sięgnąłem jeszcze raz po płytę, która już dzisiaj się pojawiła w innym fragmencie, we fragmencie najbardziej znanym i nawet ostatnio sprofanowanym przez grupę Scorpions, która z "Dziewczyny o Perłowych Włosach" zrobiła kolejny "Winds of Change". Płyty zespołu Omega "Dziesięć tysięcy kroków", dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą o co chodzi, ja wiem, że tacy też są, bo w końcu młodych słuchaczy mamy wielu. Spieszę donieść, że Omega to zespół węgierski i na początku lat 70-tych była to chyba w krajach demokracji ludowej jedyna grupa rockowa, która grała tak jak na zachodzie. Po prostu gdyby nie węgierski język, który zresztą dla nie wprawnego ucha, dla kogoś kto nie zna języka angielskiego, nie specjalnie był rażący, gdyby nie węgierski język to można byłoby przysiąc, że to jakaś grupa z Wysp Brytyjskich. Tym bardziej, że Omega pozostawała pod wpływem niektórych zespołów brytyjskich, w późniejszym okresie na pewno Pink Floyd, a w najwcześniejszym trochę chyba Uriah Heep. Podobne chórki, podobny sposób komponowania utworów, podobne klimaty i organy oczywiście. Płyta "Dziesięć tysięcy kroków" to płyta, która mniej więcej w rok po tym kiedy usłyszałem "Dziewczynę o Perłowych Włosach", usłyszałem z tej płyty utwór, który w stu procentach przekonał mnie, że jednak i za żelazną kurtyną tutaj u nas można nagrać naprawdę wspaniałą muzykę. Utwór tytułowy z tejże właśnie płyty "Dziesięć tysięcy kroków" utwór, który zaczyna się takimi organami, który ma niesamowitą gitarę, który ma właśnie ten niepowtarzalny klimat początku lat 70-tych.


33. Omega - Tízezer Lépés
34. Komentarz Tomasza

"Dziesięć tysięcy kroków" i węgierski zespół Omega. Nagranie sprzed dwudziestu pięciu prawie lat, bo to był '71 rok, początek '71 roku. Druga płyta tego zespołu, jakże różna od pierwszej, która zawierała, no w sumie można powiedzieć takie dosyć proste i niekoniecznie wytrzymujące próbę czasu piosenki. Chciałbym Piotrowi Kosińskiemu z Krakowa bardzo serdecznie podziękować za pomoc w zdobyciu tych wszystkich płyt, bo udało mi się właśnie dzięki niemu na kompaktach kupić wszystkie dziesięć płyt zespołu Omega. A polowałem na nie przez trzy lata, u nas w Polsce już teraz nigdzie nie można ich kupić, nawet w ośrodku węgierskim. Po prostu trzeba je sprowadzać jakimiś tylko sobie znanymi kanałami aż z Węgier. To była Omega i teraz będzie zespół Queen. Mniej więcej o tej porze przed tygodniem przyszli goście, którzy się spóźnili i w związku z tym nasza godzina z zespołem Queen została przerwana. Ja obiecałem, że wrócę do tych nagrań dzisiaj mniej więcej o tej samej porze. Mówiłem Państwu, że też na początku lat 70-tych muzyka tego zespołu zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Jeszcze zanim pojawiła się słynna kompozycja "Bohemian Rhapsody", jeszcze zanim zespół Queen zdobył światową popularność, jeszcze zanim kilka lat później zaczął się kiepścić coraz bardziej. To jest moje prywatne odczucie, ale tak od 80 roku aż do śmierci Mercury'ego ja grupie Queen raczej nie kibicowałem. Ale te pierwsze płyty pozostały i wracam do nich z takim samym uczuciem, z jakim słuchałem ich wtedy - 20 lat temu. A było to wiosną '75 roku kiedy zdobyłem płyty "Queen II" i "Sheer Heart Attack". I właśnie z tej drugiej - czysty atak serca, prawie wywołała ona czysty atak serca, u niektórych odbiorców, niektórymi fragmentami. Właśnie z tej drugiej teraz cztery utwory. Najpierw "In The Lap Of The Gods" - na łonie bogów, to będzie część pierwsza, później rockowy, krótki taki żartobliwy utwór "Stone Cold Crazy", następnie prześliczna ballada "She Makes Me" i druga część utworu "In The Lap Of The Gods". Grupa Queen.


35. Queen - In The Lap Of The Gods
36. Queen - Stone Cold Crazy
37. Queen - She Makes Me (Stormtrooper In Stilettoes)
38. Queen - In The Lap Of The Gods... Revisited
39. Komentarz Tomasza

Taka erupcja kończy trzecią płytę grupy Queen - "Sheer Heart Attack" - czysty atak serca. Ten fragment, od którego dzisiaj zaczęliśmy - "In The Lap Of The Gods" pamiętam służył mi do prezentacji możliwości aparatury stereofonicznej, bo tam niesamowite są efekty z tym głosem i dźwiękami przechodzącymi z jednej kolumny do drugiej, to naprawdę robiło wrażenie. W latach 70-tych już nie wiele płyt było tak nagrywanych, bo w 60-tych kiedy odkryto stereofonię wszyscy się bawili, tak jak słyszeli Państwo w "Atlantydzie" Donovana przed mniej więcej półtorej godziny, półtorej godziny temu, że tam gitara się odezwała w jednym kanale, głos był w drugim, po prostu robiono takie eksperymenty. Teraz już mało kto się bawi tymi przyciskami, pokrętłami i tak dalej. Proszę Państwa i teraz ponieważ zrobiło nam się już "Living In The Past" z drugiej godziny, a za chwilę w ostatniej godzinie grupa The Who i "Quadrophenia". Teraz chciałbym na chwilę jeszcze wrócić do bardzo nowej płyty z tego roku, do płyty której fragmentów słuchaliśmy przed tygodniem, do płyty Petera Murphy'ego "Cascade" i taka przyjemna melodyjna, skoczna piosenka na zakończenie tej godziny "The Scarlet Thing In You".


40. Peter Murphy - The Scarlet Thing In You
41. Komentarz Tomasza

Czasem aż trudno uwierzyć, że były wokalista zespołu Bauhaus, z zespołu bardzo ponurego, gotyckiego sprzed kilkunastu lat śpiewa teraz takie piosenki, ale to są bardzo sympatyczne piosenki. Peter Murphy z płyty "Cascade" utwór "The Scarlet Thing In You", czyli to co szkarłatne w Tobie. I mamy godzinę trzecią w nocy punktualnie.


42. Sygnał serwisu Trójki (godz. 3:00)
43. Sygnał audycji
44. Jethro Tull - Living In The Past
45. Komentarz Tomasza (niekompletny, brak początku)

(...) Miałem też nadzieję, że do końca tego roku film "Quadrophenia" pojawi się raz jeszcze w telewizji w Dwójce, bo takie były plany, ale jak na razie wciąż go jeszcze nie ma. Tak więc uznałem dzisiejszy dzień za taką wyjątkową okazję, dlatego że bohater tej płyty niejaki Jimmy, stał się przez jakiś czas dla mnie takim wzorem kiedy byłem licealistą, można tak powiedzieć, nawet się podpisywałem Doctor Jimmy przez wiele, wiele lat. Jest to dla mnie płyta dosyć bliska, chociaż muszę przyznać szczerze problemy akurat, które ona odzwierciedla i styl jak gdyby zachowania ludzi, o których ona jest, to trochę do mnie może nigdy nie pasował. Ale chodziło mi o ten dylemat, o to takie rozdwojenie albo raczej podział na cztery duszy naszego bohatera, bo "Quadrophenia" to aluzja do słowa schizofrenia i chodzi tutaj o "kwadrofenika", człowieka, którego jak gdyby cztery różne podstawowe problemy ciągną w różnych kierunkach, jest młody, nie bardzo wie co ze sobą zrobić, nie bardzo wie jak będzie dalej. A płyta nawiązuje do połowy lat 60-tych, do okresu kiedy w Anglii zwalczały się dwa ugrupowania - modsów i rockersów. Modsi, można powiedzieć protoplaści późniejszych punków, wywodzili się z takich, można powiedzieć, no nie wszyscy, ale większość z nich nawet z nieźle sytuowanych rodzin i interesowali się Beatlesami, grupą The Who. Słuchali raczej takiej tanecznej muzyki, stroili się w takie garnitury. Natomiast Rockersi jeździli na motorach, w skórach, słuchali Rolling Stonesów i wszczynali burdy we wszystkich właściwie miejscach. No i między nimi, między modsami i rockersami najczęściej dochodziło do rozrób w takiej wypoczynkowej miejscowości o nazwie Brighton. Ja nie będę wszystkiego Państwu opowiadał, film prędzej czy później pojawi się, był już parę lat temu w telewizji, mniej więcej dziesięć lat temu. Sądzę, że niedługo w końcu i w Dwójce zobaczymy go ponownie. Natomiast dzisiaj chciałbym żebyśmy posłuchali muzyki z albumu, który ukazał się w '73 roku i dla mnie przynajmniej jest to najwspanialsza, najbardziej dojrzała, najbardziej wybuchowa i muzycznie różnorodna i porywająca płyta zespołu The Who. Zespołu, który nagrał wiele interesujących płyt i za którego szczytowe osiągniecie uważana jest rock opera "Tommy". Również zresztą sfilmowana też w latach 70-tych z tym, że przez nieco bardziej zwariowanego reżysera - Kena Russella w związku z czym jest to również bardziej zwariowany film. A skoro mowa o tej kwadrofonii, są to cztery jak gdyby takie podstawowe motywy, które są tutaj również i muzycznie zademonstrowane. "Is it me for a moment?" Czy to ja choć na chwilę? Dylemat - Doctor Jimmy czy Pan Jim? Na trzeźwo czy pod działaniem środków odurzających albo alkoholu. Który z nich to ja? Ten na trzeźwo czy ten pijany? ""Helpless dancer" bezradny tancerz. Marionetka w rękach polityków, w rękach środowiska, ktoś kto nie ma własnego programu, kogo wszyscy usiłują pociągać za sznurki i wykorzystywać. "Bell boy" - chłopiec, boy hotelowy, jeden z idoli naszego bohatera. Zostaje chłopcem hotelowym i tutaj chodzi o taką uległość, zaprzedanie ideałów, zdradę, konformizm, na zasadzie równej z innymi dla świętego spokoju i dla szmalu. Coś najbardziej przerażającego dla naszego bohatera i wreszcie najbardziej romantyczny motyw Love, Reign O'er Me" - miłości panuj nade mną, miłości padaj na mnie niczym deszcz. Oczywiście chodzi o uczucie, o to, że miłość okazuje się wartością najważniejszą. Płyta kończy się nadzieją, bohater wypływa łódką na morze, skacze żeby się utopić, ale woda go otrzeźwia, wychodzi na skałę i jak gdyby dokonuje takiego rozrachunku ze sobą i zwycięża motyw miłości. Film neguje niestety wszystko. Film jest strasznie dołujący, naprawdę, i jak się pojawi w telewizji radzę się przygotować, że to jest film po którym przez kilka dni człowiekowi nie chce się do nikogo odzywać. A teraz muzyka. Najpierw pierwszy cztery tematy z suity "Quadrophenia". "I Am The Sea", czyli jestem morzem, w tym morzu pojawią się te cztery motywy, o których Państwu mówiłem, później "The Real Me" - prawdziwy ja, w którym bohater opowiada o tym jak to wszystkich pyta się kim właściwie jestem, później "Quadrophenia" - utwór tytułowy i "Cut My Hair" - muszę obciąć włosy, utwór o konflikcie z rodzicami między innymi, odwieczne problemy. Słuchamy - grupa The Who.


46. The Who - I Am The Sea
47. The Who - The Real Me
48. The Who - Quadrophenia
49. The Who - Cut My Hair
50. Komentarz Tomasza

To był fragment komunikatu radiowego właśnie o walkach między modsami i rockersami. "Quadrophenia" grupa The Who płyta z 1973 roku. Teraz będzie duży odcinek muzyczny, po kolei aż pięć utworów, ale nie chcę Państwu przeszkadzać w słuchaniu, bo to naprawdę jest muzyka, która wciąga. "I'm One" - jestem jeden, utwór o wyobcowaniu, o samotności, "I've Had Enough" - miałem dość, to jest moment kiedy bohater rozbija swój skuter i stwierdza, że po prostu wszystko co się działo dookoła było bez sensu, następnie "Doctor Jimmy" - jeden z takich najbardziej porywających, rockowych fragmentów płyty, utwór "The Rock", czyli skała, raz jeszcze powrót tematów z "Quadrophenii", ale z nieco większym zadęciem wykonany, no i wreszcie podsumowanie całości - zwycięstwo miłości pod postacią deszczu - "Love, Reign O'er Me".


51. The Who - I'm One
52. The Who - I've Had Enough
53. The Who - Doctor Jimmy
54. The Who - The Rock
55. The Who - Love, Reign O'er Me
56. Komentarz Tomasza

Grupa The Who - "Quadrophenia" - "miłości padaj na mnie jak deszcz". Pete Townshend - gitara, Roger Daltrey - śpiew, John Entwistle - gitara basowa i świętej pamięci Keith Moon - instrumenty perkusyjne. Kolejna postać do naszej galerii listopadowych nieboszczyków. Za tydzień spotykamy się już w grudniu, więc może będą nieco inne klimaty. Doctor Jimmy albo Pan Jim, albo Nosferatu albo Tomasz Beksiński żegna Państwa ciepło, księżycowo i deszczowo. Do usłyszenia.


57. Julee Cruise - Mysteries Of Love
58. Komentarz Romana Dziewońskiego

"Trójka pod Księżycem" prawie minutę temu minęła godzina czwarta. Serwis informacyjny - Paweł Ulbrych.




Utwory z audycji znajdziesz na płytach:

Jethro Tull - Living In The Past (1972)

Omega - 10 000 lépés (1969)

Pink Floyd - Meddle (1971)

Pink Floyd - Echoes - The Best Of? (2001)

Simon Dupree And The Big Sound - Kites (1993)

The Moody Blues - Long Distance Voyager (1981)