Po koncercie Genesis
«1998-02-07»
Trójka Pod Księżycem
Audycja dzięki
Jakub L. - komentarz - treści komentarzy
AkoBe - opis - 2 pierwsze godziny
J.Sulisławski - pochodzenie - 2 ostatnie godziny
AkoBe - pochodzenie - pierwsza godzina
Wojtek z Łodzi - pochodzenie - poprawa materiału Jerzego
darew - pochodzenie - uzupełnienie
Opis
1. Sygnał audycji ... dobry wieczór.
Dobry wieczór.
2. Genesis - A Winter's Tale
3. Komentarz Tomasza
Wita Państwa Tomasz Beksiński. Zaczynamy zimową opowieść w blasku księżyca. Zacznę od tego, że zimno, zimno, bardzo zimno było przed tygodniem, ale za to emocje miały temperaturę wysoką, no bo w Spodku katowickim zagrał zespół Genesis. I mimo że naprawdę dojechaliśmy tam bardzo zamarznięci, to strasznie szybko roztopiliśmy się, gdy tylko zespół zaczął grać. Dzisiaj więc będziemy tymi emocjami żyć przez większość... przez większą część naszego wieczoru, po pierwsze dlatego, że takich wydarzeń się nie zapomina, a po drugie dlatego, bo tym bardziej szybko nie przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. Wiemy już, co było i jak było w Katowicach, więc dzisiejszej nocy przeżyjemy to jeszcze raz, ale inaczej, spróbujemy sobie wyobrazić, co by było, gdyby było. Przywitałem Państwa utworem "A Winter's Tale" - "Zimowa opowieść" to był drugi singiel grupy Genesis z 1968, utwór sprzed no można powiedzieć trzydziestu lat. Przytulmy teraz uszy do odbiorników w naszych zasypanych śniegiem chatkach, tutaj Program Trzeci, więc choć koncert Genesis już się odbył i już go zaliczyliśmy, i już wiemy, co było, to zawsze możemy sobie powiedzieć, że "There Must Be Some Other Way".
4. Genesis - There Must Be Some Other Way
5. Komentarz Tomasza
"There Must Be Some Other Way" - "Musi być jakiś inny sposób". Wydaje mi się, że zespół Genesis troszeczkę przegapił taką możliwość, bo na pewno był inny sposób, żeby zakończyć większość utworów na ostatniej płycie "Calling All Stations", a niekoniecznie je wyciszać. Na koncercie pokazali, że ich na to stać, fenomenalnie zakończyli "Calling All Stations" i ten utwór, którego słuchaliśmy przed chwilą, który zabrzmiał nad wyraz atrakcyjnie, dla mnie przynajmniej, i odkryłem go właściwie dopiero przed tygodniem, też został zakończony troszkę inaczej niż tutaj. Wczoraj, kiedy z Piotrem Stelmachem rozmawialiśmy sobie o koncercie Genesis, powiedziałem, że właśnie miałem już na końcu języka podczas konferencji prasowej takie troszkę złośliwe pytanie do Tony'ego Banksa i Mike'a Rutherforda czy po prostu zabrakło im wyobraźni, żeby te utwory zakończyć, czy też po prostu czas trwania płyty ich tak ograniczył w ostatnich chwili, że musieli je po prostu powyciszać. No, ale ponieważ jestem wielkim fanem grupy Genesis od lat, to nie chciałem być złośliwy i pomyślałem sobie, że po prostu przemilczę tę przykrą sprawę, spróbujmy się jakoś do tych wyciszeń przyzwyczaić. Proszę Państwa, żyję od tygodnia koncertem, ale żyję też od kilku dni horrorami, bo w ciągu tego tygodnia odebrałem sporą przesyłkę horrorów od mojego przyjaciela z Holandii. A były tam tytuły takie jak: "Zombie pożeracze ciał", "Ostatnia orgia gestapo", "Powrót wilkołaka", "Kult umarłych", "Powrót złych nieboszczyków", "Suspiria" w wersji widescreen i wiele, wiele innych podobnych rzeczy. Tak więc dzień w dzień, noc w noc oglądam różnego rodzaju masakry i jestem w tym klimacie, więc chciałbym się z Państwem tym klimatem podzielić, tym bardziej że również niedawno trafiła mi wreszcie w ręce kompaktowa edycja płyty Keitha Emersona z muzyką do filmu Dario Argento - "Inferno". Więc teraz z tej płyty "Matter Tenebrarum", a później fragment niesamowitej muzyki grupy Goblin do innego horroru Dario Argento - "Suspiria".
6. Keith Emerson - Matter Tenebrarum - Inferno (1980) - muzyka do filmu
7. Goblin - Witch - Suspiria (1977) - muzyka do filmu
8. Komentarz Tomasza
Niesamowity horror Dario Argento - "Suspiria" i to był taki bardzo wiedźmowaty motyw, który pojawiał się zawsze przy dramatycznych śmierciach poszczególnych bohaterek. I teraz będzie taki horrorek w wykonaniu grupy Genesis. Bohaterowie: Henry Hamilton-Smythe młodszy lat osiem i Cynthia Jane De Blaise-William lat dziewięć. Wyobraźmy ich sobie na polu krykietowym. Cynthia podnosi kijek do gry wysoko w górę i łagodnym uderzeniem, łagodnym, ale zdecydowanym uderzeniem, urywa Henry'emu głowę. Dwa tygodnie później wkrada się do jego pokoju dziecinnego, żeby wykraść jego cenną pozytywkę, otwiera ją, rozlega się melodia "Old King Cole" i wtedy pojawia się niewielka postać duszka. Jest to Henry, ale jak się wkrótce okazuje nie ten sam, gdyż zaczyna się starzeć błyskawicznie i mimo iż w jego ciele pozostaje wciąż umysł dziecka, ciało na widok Cynthii Jane De Blaise-William odczuwać zaczyna bardzo dorosłe pożądanie. Kiedy duszek usiłuje przekonać Cynthię do spełnienia jego romantycznego życzenia, wpada niania, która widząc, co się dzieje, bierze pozytywkę i rzuca nią w brodate dziecko, niszcząc oboje.
Czekałem tutaj tak długo
I cały czas przepłynął koło mnie
Ale to już teraz jest bez znaczenia
Bo stoisz teraz przede mną z wzrokiem utkwionym we mnie
I wątpisz w każde moje słowo
Czemu mnie nie dotkniesz?
Czemu mnie nie dotkniesz?
Dotknij mnie!
Teraz, teraz, teraz!
9. Genesis - The Musical Box
10. Komentarz Tomasza
The clock tik tok, horror time. Proszę Państwa, takie utwory to najlepiej brzmią o godzinie dwunastej w nocy, ale w tej chwili jest już pierwsza trzydzieści siedem. Genesis - "The Musical Box". Można, innymi słowy, powiedzieć ostatnia orgia w pokoju dziecięcym, proszę mi wybaczyć to skojarzenie, ale oglądałem dziś po południu "Ostatnią orgię gestapo". Czyż można nie chcieć obejrzeć albo nie chcieć posiadać filmu o takim tytule? Ale do rzeczy. Genesis. Genesis. Genesis. Nie tak sobie wyobrażałem początek koncertu, myślałem, że panowie sięgną bardzo, bardzo, bardzo daleko w przeszłość i zaczną mniej więcej w ten sposób.
11. Genesis - Watcher of the Skies
12. Genesis - Calling All Stations
13. Komentarz Tomasza (brak w środku)
Genesis, tak było w Katowicach w Spodku przed tygodniem - 31 stycznia. "Calling All Stations" w tej właśnie wersji, czyli jak się chce, to można utwór zakończyć tak, że aż ciarki chodzą po krzyżach. A wcześniej "Watcher of the Skies" jeszcze z Peterem Gabrielem, stare nagranie koncertowe z początku lat siedemdziesiątych, tak mogło się zacząć, no ale niestety się nie zaczęło. Cóż, powiedziałem, że dzisiaj będziemy przeżywać ten koncert jeszcze raz, ale inaczej, czyli będziemy przede wszystkim słuchać tych utworów, których nie było bądź też słuchać tych utworów, które były, ale troszkę inaczej wykonanych, w następnej godzinie będzie tego jeszcze sporo. Natomiast teraz, teraz będzie "kącik Petera Murphy'ego". Wiem, że troszkę to nie pasuje do ogólnego całokształtu, ale, ale musimy przestrzegać pewne tradycje i pewną zabawę, którą sobie wymyśliliśmy. "Kącik Petera Murphy'ego" będzie się przez jakiś czas pojawiał, bo przez wiele lat ten pan był jakoś zaniedbywany w "Trójce pod księżycem" w soboty i wydaje mi się, że teraz powinniśmy sobie przypomnieć ulubiony wiersz Marleny Dietrich.
14. Peter Murphy - Marlene Dietrich's Favourite Poem
15. Komentarz Tomasza (godzina 2:00)
Peter Murphy i "Marlene Dietrich's Favourite Poem", czyli "Ulubiony wiersz Marleny Dietrich, to nagranie z trzeciej, solowej płyty byłego wokalisty grupy Bauhaus. Trochę mi się on kojarzy z horrorami i zresztą nie powinni się Państwo dziwić, wszak zostałem wielkim sympatykiem grupy Bauhaus po obejrzeniu filmu "The Hunger", czyli "Zagadki nieśmiertelności", gdzie na samiusieńkim początku Peter Murphy - ten niesamowity, chudy, przerażający wampir wił się w pelerynie w jakiejś takiej niesamowitej, dyskotekowej klatce, wprowadzając nas w świat zdecydowanie odrealniony. Za chwilę wrócimy do nagrań grupy Genesis, wrócimy do koncertu sprzed tygodnia, ale ponieważ jest już godzina druga...
16. Sygnał serwisu Trójki
17. Sygnał Trójki
18. Sygnał audycji
19. Genesis - Shipwrecked
20. Komentarz Tomasza
"Shipwrecked", czyli "Rozbitek", utwór z ostatniej płyty "Calling All Stations". Genesis - nowy wokalista Ray Wilson, proszę Państwa, jestem zachwycony. To bardzo sympatyczny chłopczyna jak się okazało na konferencji prasowej i też świetnie wypadł podczas koncertu, może był troszkę onieśmielony i jeszcze nie pokazał w stu procentach, na co go naprawdę stać. A okazał się fenomenalnie dobrze wytresowaną papugą, proszę tylko nie odebrać tego negatywnie, Państwo wiedzą, że ja na punkcie papug mam zupełnego świra jak to się tak potocznie mówi. I uważam, że tak cudownie nauczył się Phila Collinsa i nauczył się Petera Gabriela, że po prostu zarówno starsze, bo kilka na szczęście ich było, jak i nowsze utwory wykonywał wręcz fenomenalnie, doskonale i niestety można tylko powiedzieć troszkę aż za bardzo doskonale, bo nie tchnął w te nagrania ani troszkę siebie. Ale jak już powiedziałem, czuł się chyba onieśmielony, nie bardzo jeszcze wiedział jak zasymilować się z muzyką grupy Genesis. Te najnowsze utwory wypadły w każdym razie równie dobrze albo i lepiej niż na płycie. Świetny był ten stary zestaw akustyczny, kiedy panowie zaśpiewali fragment "Supper's Ready", fragment "Selling England by the Pound" i "Follow You Follow Me". Natomiast bisy niestety były szalenie rozczarowujące, wręcz tragiczne, gdy usłyszałem utwór "Throwing It All Away" sam pomyślałem, że chyba I will throw up in the second. Co by było, gdyby tak... gdyby tak Ray Wilson wyszedł na bis i powiedział...
22. Komentarz Tomasza
Tak bywało na koncertach Genesis jeszcze wiele, wiele lat temu. Peter Gabriel - "The Knife", czyli "Nóż". No, gdyby ten utwór zabrzmiał przed tygodniem to chyba... chyba trzeba byłoby mnie wynieść ze Spodka, bo tego bym nie przeżył, to byłaby tak zwana śmierć z rozkoszy. No, ale wyobraźmy sobie, że tak by było. Wyobraźmy sobie, że to byłby pierwszy bis i wyobraźmy sobie, że drugi bis to byłby "I Know What I Like". Czego mi brakowało na tym koncercie, który był naprawdę wspaniały i na który absolutnie nie zamierzam narzekać, brakowało mi tych wspaniałych mieszanek różnych tematów zlepionych w jedną całość. Zespół Genesis z Philem Collinsem bardzo często raczył nas takimi mieszankami i brakowało mi na przykład utworu "In the Cage", który pojawiał się prawie na wszystkich koncertach, nawet publiczność w Anglii pamiętam na jednym wideo koncercie, domagała się tego utworu dość konkretnie. Słychać było wołanie ze sali: "Play the bloody cage", też miałem ochotę tak wrzasnąć, ale siedziałem trochę za daleko. No niestety utworu "In the Cage" przed tygodniem nie było, a więc w tym naszym koncercie marzeń będzie teraz.
23. Genesis - In the Cage (Medley - Cinema Show/Slippermen)
25. Komentarz Tomasza
Przyłączam się do tego aplauzu, gdyby zespół Genesis w Katowicach zagrał utwór "Afterglow" to nie dość, że potrzebowałbym dwóch chusteczek, ale chyba też wyszedłbym stamtąd nogami do przodu niesiony przez przyjaciół. To był fragment jednego z dawniejszych koncertów z Philem Collinsem, utwory: "In the Cage", później wspaniała mieszanka kilku tematów z utworów "Cinema Show", "Slippermen" i "Riding the Scree" no i ten utwór, ten mój ukochany, najpiękniejszy chyba utwór zespołu Genesis, jaki kiedykolwiek nagrali - "Afterglow". Kiedyś Państwu opowiadałem, jak w 1977 roku pierwszy raz słuchałem płyty "Wind & Wuthering" i tam był właśnie ten utwór. Robiłem wszystko przez następne dwa tygodnie, żeby podczas słuchania tego właśnie nagrania przeżyć coś niepowtarzalnego, bo za każdym razem miałem wrażenie, że brakuje mi jakiegoś jednego, dziwnego takiego, uczucia, które sprawiłoby, że doznałbym tak zwanego "mind-blowing" jak to Anglicy nazywają, czyli jakiejś takiej eksplozji pod sufitem. No i pewnego dnia pamiętam, wykonałem jakiś taki dziwny skręt głową, że aż mnie coś strzyknęło w szyję i taki poczułem taki ból rozchodzący się po całych plecach i to było właśnie to - "Afterglow". Proszę Państwa, mówiłem, że tych mieszanek, tych takich wiązanek różnych tematów na zasadzie krótkiej, ale treściwej podróży po przeszłości po prostu niestety nie było. Była tylko zupełnie niepasująca do całości, wyjęta z kontekstu, sama solówka z utworu "Firth of Fifth", a już miałem nadzieję, że przejdzie ona w coś. Teraz więc pozwolę sobie przypomnieć taką starą mieszankę z ostatniej trasy koncertowej, mieszankę, którą koncert mógł się przed tygodniem zakończyć albo też ta mieszanka mogła znaleźć się w środku po to, żeby nas rozgrzać do czerwoności, bo tam były utwory, które już słyszeliśmy i były utwory, których niestety nie usłyszeliśmy. Tak jak mówiłem, dzisiaj w Trójce, bo tylko w Trójce takie rzeczy są możliwe i tylko w blasku księżyca, koncert marzeń, czyli koncert grupy Genesis sprzed tygodnia, tak jak był i troszkę inaczej. Więc "Taniec na wulkanie", "Lamb Lies Down on Broadway", "The Musical Box", "Firth of Fifth" i "I Know What I Like" w niepowtarzalnej prawie dwudziestominutowej, jednej, nierozerwalnej całości.
26. Genesis - Old Medley - Dance On A Volcano/Lamb Lies Down On Broadway/The Musical Box/Firth Of Fifth/I Know What I Like…
27. Komentarz Tomasza (3:00)
"I Know What I Like" - "Wiem, co lubię". To są te moje ukochane fragmenty w całej dyskografii grupy Genesis wręcz po mistrzowsku tutaj zmontowane w jedną całość. I szkoda, że tak nie było przed tygodniem, ale dzięki Trójce i dzięki naszym nieograniczonym marzeniom i nieograniczonym wyobraźniom ten koncert marzeń się w tej chwili ziścił. Proszę Państwa, przed tygodniem nie było mnie tutaj, bo byłem tam i dlatego za tydzień będę z Państwem dłużej wyjątkowo aż do szóstej. Dzisiaj czeka nas jeszcze jedna godzina, cykl "Living in the Past" za chwilę, a w nim również coś związanego z grupą Genesis także niech Państwo nie myślą, że to koniec, ale teraz jest godzina trzecia...
28. Sygnał serwisu Trójki
29. Komentarz Tomasza
Więc kolejny serwis Trójki - Piotr Paszkowski.
30. Serwis Trójki
31. Komentarz Tomasza
Który przygotował i przedstawił Piotr Paszkowski.
32. Sygnał Trójki
33. Sygnał audycji
34. Jethro Tull - Living in the Past
35. Komentarz Tomasza
Rozpoczynamy ostatnią godzinę naszych sobotnio-niedzielnych, nocnych spotkań w "Trójce pod księżycem" - "Living in the Past". No właściwie można byłoby powiedzieć, że prawie cała nasza dzisiejsza noc przebiega pod tym hasłem, w końcu grupa Genesis to grupa działająca już bez mała trzydzieści lat. I większość utworów, których dzisiaj słuchaliśmy to właśnie były utwory sprzed wielu, wielu lat, z lat siedemdziesiątych przede wszystkim, ale cóż Jethro Tull - "Living in the Past" tak troszkę dla zmiany nastroju na chwilkę. Teraz wystąpi pan, którego nam od wielu lat, dokładnie od dwudziestu lat, najbardziej w grupie Genesis brakuje - Steve Hackett. Gitarzysta, który grał tak niesamowicie, tak porywająco, tak pięknie, tak poetycko no tak, jak Andy Latimer potrafi zagrać. Tak jak grają ci najwięksi, rockowi gitarzyści, których gitary po prostu śpiewają, płaczą, krzyczą i dodają nam skrzydeł. Gdy w 1977 roku postanowił odejść, wtedy po raz pierwszy w zespole Genesis postanowiono, że nie będzie się angażować następnego muzyka, no właściwie po raz drugi, bo w końcu po odejściu Petera Gabriela Phil Collins został wokalistą i nie angażowano następnego członka. Ale został wtedy zatrudniony na koncerty Chester Thompson, wkrótce później na koncerty został zatrudniony Daryl Stuermer, który niesamowicie podrabiał Steve'a Hacketta i posiadał te same zdolności, jednakże w studiu panów było już tylko trzech. Rolę gitarzysty wziął na siebie Mike Rutherford i niestety musiał się troszeczkę chyba w tej kwestii ograniczyć albo nie czuł się najlepiej, trudno powiedzieć, w każdym razie solówek gitarowych zaczęło być coraz, coraz mniej. No i teraz po zmianie ostatecznej, po tym, jak razem z Philem Collinsem odeszli obydwaj koncertowi artyści: Chester Thomson i Daryl Stuermer, ci dokooptowani, sesyjni można powiedzieć muzycy, nie najlepiej się niestety sprawdzają. Można powiedzieć, że gitarzysta, który grał w Katowicach, był niezbyt dobrze tresowaną papugą i nie do końca zdolną, solówka z "Firth of Fifth" nie zabrzmiała tak niesamowicie, jak brzmiała na poprzednich koncertach, kiedy gitarę trzymał w ręce Daryl Stuermer. Natomiast cóż, Steve Hackett postanowił działać solo, nagrywał lepsze bądź gorsze płyty, a ostatnio no nie za bardzo o nim słychać niestety. Trwają, z tego, co wiem, próby sprowadzenia go do Polski na koncerty i miejmy nadzieję, że dojdzie do konfrontacji z tym wielkim mistrzem gitary, a póki co w cyklu "Living in the Past" powspominajmy sobie, jak grał kiedyś na swoich najlepszych, solowych płytach. Moja ukochana jego płyta to trzeci solowy album "Spectral Mornings" z 1979 roku. Zaczyna się tak.
36. Steve Hackett - Every Day
37. Komentarz Tomasza
"Every Day", czyli "Każdego dnia" tak rozpoczynają się "Upiorne poranki" - "Spectral Mornings" trzecia, solowa płyta Steve'a Hacketta nagrana w 1979 roku. No cóż, proszę Państwa, powiedziałbym tak, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby moja poranki rozpoczynały się od takiej muzyki i nie nazywałbym ich wtedy upiornymi, byłyby to boskie poranki. Ale cofnijmy się jeszcze trochę w przeszłość, pierwsza płyta, jaką Steve Hackett nagrał... zrobił... znaczy, nazywała się "Voyage of the Acolyte", czyli "Podróż Akolity" i powstała jeszcze w 1975 roku, jeszcze, kiedy był on w dalszym ciągu gitarzystą Genesis. Ale wtedy odszedł Peter Gabriel, wtedy nie było wiadomo, kiedy grupa zbierze się i nagra następną płytę, nie było wiadomo, kto będzie na tej płycie śpiewał. Steve Hackett wykorzystał ten moment na nagrania własnej, solowej płyty, zaprosił zresztą członków Genesis do udziału. Państwo często prosili, żebym z tej płyty przypomniał jeden utwór, ja przypomnę teraz dwa. Pierwszy to taki bardzo nastrojowy, balladowy - "The Hermit", czyli "Pustelnik", w którym Steve Hackett po raz pierwszy zaśpiewał, później przez jakiś czas nie bawił się w wokalistę, tylko zatrudniał wokalistów, dopiero na płycie "Cured" zaczął śpiewać zdecydowanie sam. I teraz będzie, zaraz po nim, utwór, o który Państwo proszą - "Shadow of the Hierophant", czyli "Cień Hierofanta" to jest taka dosyć niesamowita postać także występująca w kartach tarota - Hierofant. Tutaj śpiewać będzie Sally Oldfield w tym utworze, ten utwór się składa z dwóch części: z części wokalnej z pięknymi gitarami i później z takiej cody, która tak jak "Boléro" Ravela się rozwija. Te utwory będą mieć razem coś około siedemnastu, osiemnastu minut. Steve Hackett z płyty "Voyage of the Acolyte" z '75 roku.
38. Steve Hackett - The Hermit
39. Steve Hackett - Shadow of the Hierophant
40. Komentarz Tomasza
Długie wybrzmienie, ale tak właśnie kończy się płyta "Voyage of the Acolyte", czyli "Podróż Akolity" pierwszy, solowy album Steve'a Hacketta z '75 roku. To był ten Państwa ukochany i mój zresztą również utwór "Shadow of the Hierophant" - "Cień Hierofanta". I teraz kilka fragmentów z albumu czwartego, który Steve Hackett popełnił w roku 1980. Płyta zdecydowanie pozostaje w cieniu "Upiornych poranków", ale wydaje mi się, jest w pewnych fragmentach równie atrakcyjna, równie fascynująca. Nazywa się "Defector", czyli "Zbieg", "Uciekinier", "Odszczepieniec" i zawiera dziesięć utworów, nie wszystkie są intrygujące, kilka jest można powiedzieć takimi... takich po prostu przebojów i to nie najlepszych. Ale ja wybrałem dla Państwa trzy, które wydają mi się na tej płycie naprawdę wyróżniające się: otwierający album "Stepy" - "The Steppes" to jest kompozycja instrumentalna, w której Steve Hackett właśnie pokazuje, na co go stać na gitarze, później taki trochę rockowy utwór "Time to Get Out" - "Czas uciekać" i "Leaving", czyli "Wyjazd", "Odejście" to jest z kolei przepiękna, nastrojowa kompozycja. Steve Hackett z roku 1980 z czwartej płyty "Defector".
41. Steve Hackett - The Steppes
42. Steve Hackett - Time to Get Out
43. Steve Hackett - Leaving
44. Steve Hackett - Two Vamps as Guests
45. Steve Hackett - Jacuzzi
46. Komentarz Tomasza
Tak jakoś płynnie przechodziły jeden w drugi te utwory, że nie zatrzymywaliśmy płyty "Defector" i oprócz trzech zapowiadanych kompozycji: "The Steppes, "Time to Get Out" i "Leaving" wysłuchaliśmy jeszcze krótkiego, instrumentalnego, przepięknego jak gdyby takiego zakończenia kompozycji "Leaving" - "Two Vamps as Guests", czyli "Dwa vampy na występach gościnnych", a później kompozycji "Jacuzzi", która no musi nam dzisiaj wystarczyć i zastąpić utwór, który miał się pojawić na koniec mianowicie "Spectral Mornings", ale słuchaliśmy go stosunkowo niedawno temu, więc myślę, że Państwo to nam jakoś dzisiaj wybaczą. Steve Hackett grał na gitarach wszelkiego rodzaju, Pete Hicks był wokalistą, Dik Cadbury grał na gitarze basowej, Państwo pamiętają, niedawno słuchaliśmy grupy Decameron, w której Dik Cadbury grał wcześniej, Nick Magnus na wszelkich instrumentach klawiszowych, John Hackett, brat Steve'a Hacketta, na fletach i John Shearer na instrumentach perkusyjnych w latach 1979-1980, ci panowie stanowili tak zwany Steve Hackett Band. Proszę Państwa i to byłoby wszystko na dzisiaj, była to bardzo genesisowata noc, taka coda do wspaniałego wydarzenia sprzed tygodnia. Za tydzień przypominam mamy pięć godzin do dyspozycji, będzie już trochę innej muzyki i pozostaniemy z sobą do szóstej rano. Do usłyszenia.
47. Julee Cruise - Mysteries of Love
Płyty wykorzystane w ramach audycji
Genesis - Nursery Cryme (1971)
Genesis - Three Sides Lives (1982)
Genesis - And The Word Was... (1987)
Genesis - Live - The Way We Walk (Volume Two: The Longs) (1993)
Genesis - ...Calling All Stations... (1997)
Goblin - Suspiria (The Complete Original Motion Picture Soundtrack) (1997)
Jethro Tull - Living in the Past (1972)
Steve Hackett - Voyage Of The Acolyte (1975)
Steve Hackett - Spectral Mornings (1979)
Steve Hackett - Defector (1980)