Audycja
«1995-11-04»
Trójka Pod Księżycem


Komentarz

Cykl "Living in the Past" poświęcony Brian'owi Eno. Bardzo lodowata noc listopadowa. Kącik Grozy: Psyche 2 grudnia 1995 w Hali Korony Love Like Blood ,Diamonion, Breath Of Life. Serwis III Grzegorz Oster

Audycja dzięki

Jaśko Marcin - data

Pina - komentarz - treści komentarzy

Maciej Skulski - komentarz - uzupełnienie

Jaśko Marcin - opis

Maciej Skulski - opis - uzupełnienie

Jaśko Marcin - pochodzenie

Opis

1. motyw z filmu z James'em Bondem

2. Peter Hammill - Golden Promises

3. The Church - Day Of The Dead

4. Fruupp - Graveyard Epistle

5. Traffic - Graveyard People

6. Breath Of Life - Idylla

7. Serwis Trójki

8. Peter Hammill - Still In The Dark

9. motyw z filmu Dracula

10. Psyche - Whispers

11. Love Like Blood - Exposure

12. Love Like Blood - Painkilling Suicide

13. Breath Of Life - Reason

14. Breath Of Life - Thoughts

15. Love Spirals Downwards - Avincenna

16. Lycia - The Return Of Nothing

17. Eden - The Darkness In Me

18. Black Tape For a Blue Girl - The Flow Of Our Spirit

19. Garden Of Delight - Satyricon

20. Serwis Trójki

21. Peter Hammill - Losing Faith In Words

22. David Bowie - A Small Plot of Land

23. David Bowie - Segue - Baby Grace (A Horrid Cassette)

24. David Bowie - Hallo Spaceboy

25. David Bowie - Wishful Beginnings

26. David Bowie - Strangers When We Meet

27. David Bowie - Warszawa

28. David Bowie - Wild Is The Wind

29. David Bowie - Subterraneans

30. Serwis Trójki

31. Jethro Tull - Living In The Past

32. Komentarz Tomasza

... po nagraniu dwóch pierwszych płyt Roxy Music odszedł jednak i zaczął nagrywać własne płyty. Płyty, na których pozwolił sobie na nieco bardziej śmiałe i dziwne eksperymenty niż miał zamiar czynić Bryan Ferry, niekłamany lider Roxy Music. Ale płyty początkowe Briana Eno też niespecjalnie, można powiedzieć, odbiegały od płyt Roxy Music. Były zrealizowane w podobnym klimacie, tylko trochę inny głos oczywiście śpiewał, no i trochę inne były od czasu do czasu brzmienia, bardziej awangardowe, bardziej chropowate, no i przede wszystkim czasami na gitarze pojawiał się Robert Fripp. Współpraca tych dwóch panów, Roberta Frippa i Briana Eno zaowocowała w '73-im roku bardzo intrygującą płytą; płytą, którą można nazwać pionierskim dokonaniem na polu New Age. Wtedy tą muzykę nazywano muzyką Ambient, ale był to bezwzględny prekursor New Age. "No Pussyfooting" nazywał się ten album i Brian Eno wymyślił całą technikę nagrywania tej właśnie muzyki. Odbywało się to przy pomocy dwóch magnetofonów typu Revox i gitary. Na gitarze grano akord, nagrywano go jednocześnie na obydwa magnetofony, przy czym dźwięk nagrywany na pierwszym magnetofonie równocześnie jak gdyby odtwarzał się na drugim, nagrywając jednocześnie na pierwszym; łącznie z następnym dźwiękiem gitary powstawała taka rzeka dźwięku. Jak na tamte lata była to płyta przesadnie wręcz awangardowa. Pamiętam, kiedy ją dostałem i próbowałem jej wysłuchać, zasnąłem wręcz z nudów. Panowie powtórzyli eksperyment kilka lat później, a potem Robert Fripp z typowo karmazynowym despotyzmem nazwał całą technikę 'Frippertronics', tak jakby to on ją wymyślił, i zaczął stosować, co czyni z powodzeniem do dziś. Natomiast niczym niewzruszony Brian Eno nagrywał dalej przeróżne płyty. Na niektórych pozwalał sobie na stosowanie techniki Frippertronics; to właściwie powinno się nazywać Enotronics; no a także produkował, produkował między innymi zespół U2. Płyta, którą zrobił razem z tym zespołem, bardzo zresztą dobra płyta, to "The Unforgettable Fire". Współpracował także przy albumie "Joshua Tree". Zresztą nie tylko grupę U2 produkował, produkował wielu innych wykonawców, ale dzisiaj zajmiemy się tym, co robił sam na samym początku i posłuchamy muzyki głównie z jego pierwszych dwóch płyt: pierwsza pojawiła się w '73-im roku, nazywała się "Here Come the Warm Jets", natomiast druga pojawiła się rok później pod tytułem "Taking Tiger Mountain (by Strategy)". I tutaj wrócimy do naszej zabawy sprzed miesięcy. Kiedyś powiedziałem państwu, że w miarę możliwości będę starał się, przypominając jakiegoś mało znanego artystę albo przypominając jakiegoś artystę, który kiedyś tam był bardzo znany, a obecnie już jest zapomniany, będę zaczynał nasze wspomnienia, nasze przypominanie tych utworów od utworu, który ja kiedyś usłyszałem jako pierwszy. Tym razem będzie prawie tak, bo zaczniemy od drugiego utworu na płycie "Here Come the Warm Jets". Pierwszy jest po prostu w moim odczuciu zupełnie nieciekawy, natomiast drugi wprawił mnie wtedy w kompletne zakłopotanie. Zamówiłem sobie bowiem płytę Briana Eno, słuchałem jej, i nie wiedziałem za bardzo, czy ta muzyka będzie mi się podobać; czy ona powinna mi się podobać, czy nie, bo początek płyty był zupełnie dziwny. Utwór drugi - opad szczęki tak zwany. W sensie negatywnym. Dopiero później, pod koniec, ten utwór zaczął się rozwijać, zrobił się nagle bardzo dobry i przeszedł w kompozycję, która sprawiła, że ciarki chodziły mi po plecach. Następny bowiem utwór połączony z nim, "Baby's on Fire", to kompozycja, w którym pierwsze skrzypce, albo raczej pierwszą gitarę, gra Robert Fripp i robi to z niesamowitym polotem. Tak więc najpierw "The Paw Paw Negro Blowtorch"; nie podejmuję się tłumaczyć tego maksymalnie zakręconego tytułu; a później "Płonące dziecko" albo "Dziecko w ogniu" - "Baby's on Fire". Brian Eno.

 

33. Brian Eno - The Paw Paw Negro Blowtorch

34. Brian Eno - Baby's On Fire

35. Komentarz Tomasza

Tak nagle kończył się ten utwór "Baby's on Fire"; Brian Eno z płyty "Here Come the Warm Jets" z '73-iego roku. Po tym utworze już całkowicie zaufałem temu wykonawcy i reszty płyty słuchałem w totalnym szczęściu, no i natychmiast postarałem się o następną, która wtedy właśnie się ukazywała. Była to płyta "Taking Tiger Mountain (by Strategy)". Mam nadzieję, że i państwa już zaintrygowała ta z lekka perwersyjna muzyka i możemy przejść do następnego albumu, z którego trzy utwory po kolei, przedstawiające różne oblicza tego artysty, bo to były jak gdyby dwa oblicza - parodystyczno-kabaretowo-perwersyjne, a teraz będzie bardzo liryczne, będzie to utwór " The Fat Lady of Limbourg" - "Tłusta dama z Limbourg"; utwór taki poetycki, niesamowity troszkę, tajemniczy. Później "Mother Whale Eyeless" - "Bezoka matka wielorybia"; bardzo dziwne tytuły miał Brian Eno; i " The Great Pretender", znowu powrót do tych samych klimatów, co "Baby's on Fire", chociaż utwór będzie może mniej agresywny, ale równie niesamowity. "The Great Pretender", czyli "Wielki pretendent". Trzy utwory z albumu "Taking Tiger Mountain (by Strategy)".

 

36. Brian Eno - The Fat Lady Of Limbourg

37. Brian Eno - Mother Whale Eyeless

38. Brian Eno - The Great Pretender

39. Komentarz Tomasza

Tak oto toniemy powoli w brudnej sadzawce, pełnej skrzeczących żab. Pamiętam, na płycie analogowej dźwięk ten nagrany był na ostatnim rowku, bo utworem "The Great Pretender" kończyła się pierwsza strona albumu "Taking Tiger Mountain (by Strategy)" Briana Eno i ten efekt można było tak słuchać całymi godzinami. Artysta należał do dosyć kontrowersyjnych postaci. Zresztą, wydaje mi się, jego twórczość dość dobrze charakteryzuje okładka pierwszej płyty, na której mamy takie sztuczne pióra, jakimi wywijają w kabarecie tancerki; mamy portret artysty stojący obok, a artysta na tym portrecie wygląda trochę jak kobieta, bo w tamtych czasach zresztą wyglądem się bardzo do kobiet upodabniał. Miał długie blond włosy. Trochę przypominał czasem Ricka Wakemana, ale Rick Wakeman mimo wszystko był bardziej męski w wyglądzie. Obok jest trochę kwiatów; nie wiadomo, czy są sztuczne, czy prawdziwe. I jest też karta do gry ze zdjęciem gentlemana we fraku, który podciera tyłek jakiejś pani siusiającej na plaży. Tak więc Brian Eno lubił przedziwne klimaty łączyć w jedną całość. Krążyła nawet o nim taka legenda, że jest erotomanem. Twierdził, że gdy się kocha, marzną mu stopy, a ponieważ tego nie lubi, to musi bez przerwy... wiadomo. Nie wiem, czy to prawda, ale taką legendę słyszałem. Wydaje mi się, że to troszeczkę dodaje pikanterii całej sprawie. W każdym razie po nagraniu pierwszych dwóch płyt, na których znajdowała się mniej-więcej taka muzyka, jakiej słuchaliśmy, pan Eno zaczął eksperymentować z muzyką instrumentalną, elektroniczną, i stworzył dwa bardzo poetyckie, bardzo piękne albumy. W '75-tym roku "Another Green World", w '77-ym "Before and After Science", na którym na pierwszej stronie zwarł piosenki takie bardziej rytmiczne, taneczne, a na drugiej poszedł na całość w klimaty. I z tych dwóch płyt kolejne trzy utwory teraz: " Here He Comes" - "Oto on nadchodzi"; " I'll Come Running" - "Przybiegnę w te pędy"; i prześliczny "By This River" - "Tą rzeką"; utwór zrealizowany przy pomocy muzyków niemieckiego zespołu Cluster. Brian Eno.

 

40. Brian Eno - Here He Comes

41. Brian Eno - I'll Come Running

42. Brian Eno - By This River

43. Komentarz Tomasza

Brian Eno z płyt "Another Green World" i "Before and After Science". I coraz bardziej zbliżamy się do takiego klimatu, w jakim chciałbym państwa pożegnać, bo teraz dwa bardzo piękne nagrania właśnie z płyty "Another Green World": " Everything Merges With The Night" - "Wszystko wtapia się w noc"; i " Spirits Drifting", instrumentalny utwór "Duchy unoszące się". W tych elektronicznych miniaturach Eno potrafił przekazać to, na co niektórym mistrzom elektronicznego rocka ledwo wystarczało pół godziny.

 

44. Brian Eno - Everything Merges With The Night

45. Brian Eno - Spirits Drifting