Z Abraxas w tle
«1999-01-16»
Trójka Pod Księżycem
Audycja dzięki
AkoBe - data
Jakub L. - komentarz - treści komentarzy
Wojtek z Łodzi - opis - uzupełnienie
J.Sulisławski - pochodzenie
AkoBe - pochodzenie
Bernard Gust - pochodzenie - uzupełnienie
Opis
1. Jerry Goldsmith - Main Theme - Rio Conchos (1964) - muzyka do filmu
2. Komentarz Tomasza
Dobly wiecól. Wita Państwa Tomas Beksiński. Tu "Tlójka pod ksienzycem", cenść dluga.
4. Komentarz Tomasza
Ja też pamiętam te początki, te pierwsze spotkania z zespołem Abraxas. To było chyba w 1992 roku, kiedy w "Trójce pod księżycem" przedstawiałem Państwu nagrania o jakości naprawdę bardzo słabej, ale muzyka była tak piękna, tak porywająca i tak silnie oddziaływająca na słuchacza, że jakość nagrania nie robiła tu żadnej różnicy. Były to przede wszystkim nagranie koncertowe zrobione w radiu bydgoskim i jeszcze w tym pierwszym, oryginalnym składzie, zespół Abraxas z gitarzystą Radkiem Kamińskim, który już niestety nie żyje od kilku lat. Wtedy mówiłem Państwu, jak bardzo mi jest w sumie przykro, że tak znakomity zespół nie może podpisać kontraktu, nie może nagrać w naszym kraju płyty. Ale od tamtego czasu trochę się zmieniło, na szczęście, i zespół Abraxas nagrał już dwie płyty, druga ukazała się w roku, który właśnie się skończył i z tego, co wiem, ku mojej wielkiej radości, Państwo wybrali ją płytą roku. Tak więc ja bardzo, bardzo, bardzo serdecznie gratuluję grupie Abraxas, którą uważam za jedną z najwspanialszych grup grających progresywnego rocka w naszym kraju i na pewno jedną z najwspanialszych polskich grup w ogóle. Jest w tej muzyce coś tak przejmującego, że ja nie mogę się jej oprzeć, podobnie jak nie mogę się oprzeć starym Hammer Horrorom, zresztą klimat starych Hammer Horrorów najsilniej zawarty jest w mojej ukochanej piosence z debiutanckiego albumu Abraxas, piosence o portrecie Doriana Graya.
5. Abraxas - Dorian Gray
6. Komentarz Tomasza
Abraxas i "Dorian Gray" z pierwszej, debiutanckiej płyty, która pojawiła się po wielu latach oczekiwania w 1996 roku. No teraz mamy już drugą - "Centurie" - Państwo wybrali ją płytą roku i będziemy do nagrań grupy Abraxas dzisiaj kilkakrotnie wracać, bo ja się bardzo cieszę z tego powodu. To jest muzyka, w której znajduje się to, czego ja zawsze szukam, zarówno w filmach, jak i właśnie w nagraniach, pewne efekciarstwo, ale ja po prostu kocham taką emfazę, tak zwaną estetykę superlatywu. Takie określenie kiedyś padło w odniesieniu do filmów Davida Lyncha, ale pasuje też znakomicie do starych Hammerów, po prostu kocham taki patetyczny kicz. Biedni ci, którzy odbierają te określenia pejoratywnie, bo to są określenia jak najbardziej dodatnie w moich ustach przynajmniej. Na przykład stary Marillion był też taki, te pulsujące arterie uwalniające problemy przez otwór brzytwą wycięty albo serce ukrzyżowane w czeluściach atłasowego grobu. Ja po prostu czuję przyjemne dreszcze biegające po krzyżach, gdy słucham czegoś takiego i takiej muzyki od czasu do czasu mi po prostu potrzeba, no chociażby po to, żeby być wesołym przez cały dzień. I również podobnych klimatów dostarcza mi moja ukochana grupa zza naszej południowej granicy - XIII. Století - XIII Stulecie. Płyta, którą ja no postawiłbym na pewno w pierwszej piątce, już zresztą o tym Państwu mówiłem, w pierwszej piątce płyt w ogóle wszystkich, krajowych i światowych, jakie ukazały się w roku 1998. Posłuchamy utworu teraz, który... którego tytuł mówi sam za siebie - "Dom, w którym tańczą umarli".
7. XIII. Století - Dům kde tančí mrtví
8. Komentarz Tomasza
"Dom, w którym tańczą umarli" i zespół XIII Stulecie. Płyta "Ztraceni v Karpatech", czyli "Zgubieni, zbłąkani w Karpatach", "Zabłąkani w Karpatach". Zespół nagrał już piąty album i jest to płyta moim zdaniem bardzo dobra, chociaż otrzymałem kilka listów od Państwa w tej sprawie i niektórzy sympatycy tej grupy mówią, że troszkę jak gdyby stoi w miejscu, ale to nie szkodzi, bo jest to wyjątkowo dobre miejsce. Takiego drugiego zespołu po prostu nie ma. Cieszę się bardzo, że właśnie w Czechach powstała grupa grająca gotyckiego rocka o takiej zawartości gotyku, jaka najbardziej mi odpowiada. Cieszę się też, że Państwu spodobała się na tyle inna moja płyta z pierwszej piątki, płyta grupy Galahad - "Following Ghosts", że również zajęła bodajże dziewiąte miejsce, o ile dobrze pamiętam, ale znalazła się przynajmniej w pierwszej dziesiątce płyt roku, co mnie bardzo naprawdę cieszy. I jest to budujące, bo dla mnie ta płyta była, jak już mówiłem Państwu, pewnym przełomem. Ja się straszne ucieszyłem, że wreszcie jakiś zespół progresywny postanowił być rzeczywiście progresywny i zagrać nowocześnie, rozwijając tę starą, dobrą muzykę, na której się wszyscy wychowywaliśmy i której powtarzanie nieustanne, no wydaje mi się, jest pewnym błędem. Jest pewnym dyskredytowaniem jej, bo po co robić raz jeszcze to samo, co już zostało bardzo dobrze kiedyś zrobione. Można by zrobić to troszkę inaczej, można byłoby spróbować zrobić to lepiej, przenieść to w nasze czasy i to właśnie zrobił zespół Galahad. "Following Ghosts" - płyta naprawdę fascynująca, a szczególnie podoba mi się na niej utwór "Bug Eye".
10. Komentarz Tomasza
Prawie czternaście minut wspaniałej muzyki, grupa Galahad, utwór "Bug Eye", płyta "Following Ghosts". Myślę, że Stewart i Lynn bardzo się ucieszą, gdy napiszę im, że wybrali Państwo ich najnowszy album jedną z dziesięciu płyt 1998 roku. Państwo pamiętają, Stewart napisał, że zespół Galahad chętnie przyjechałby do Polski podczas najbliższej, planowanej w Europie trasy koncertowej. Miejmy nadzieję, że znajdzie się ktoś odważny, kto zaryzykuję zorganizowanie u nas przynajmniej jednego koncertu tych muzyków. Pamiętam, jak słuchaliśmy ich debiutanckiego albumu, właściwie niedebiutanckiego, bo to już była druga płyta, ale pierwsza wydana na kompakcie i właściwie pierwsza taka oficjalna. Wcześniej był mini album, było kilka nagrań niepublikowanych, one się później ukazały na płycie w kolejności właściwie drugiej, ale tak naprawdę nagranej wcześniej, ale taki właściwy debiut to był album "Nothing Is Written" z 1991 roku. Pamiętam, wtedy nawet Ian Gillan wypowiadał się, że to jest interesująca płyta i bardzo mu się podoba. Na japońskiej edycji tego albumu z 1992 roku znalazł się utwór pod tytułem "There Must Be a Way" - "Musi być jakiś sposób" - "Musi być sposób na to, żeby się przebić" - jak śpiewał Stuart Nicholson w tym utworze. Tego utworu też słuchaliśmy chyba w '93 wtedy jak Stuart był w Polsce, jak gościł nawet tutaj w Programie Trzecim i rozmawialiśmy z nim, wspólnie z Arturem Chachlowskim, tutaj właśnie w nocy. I ten utwór wtedy się pojawił i wtedy pamiętam, też powiedziałem chyba Stuartowi, na pewno jest taki sposób, żeby zespół Galahad kiedyś wypłynął na szczyt, żeby ten zespół zrobił coś naprawdę fascynującego, będziemy trzymać kciuki. No i tak się stało - "There Must Be a Way".
11. Galahad - There Must Be a Way
12. Komentarz Tomasza
"There Must Be a Way" - "Musi być taki sposób", grupa Galahad. Utwór, który osiągalny był przez wiele lat tylko na japońskiej, kompaktowej wersji płyty "Nothing Is Written". Ale z tego, co wiem, pojawił się także na składance wydanej przed dwoma laty, zawierającej takie różne wcześniej niepublikowane oficjalnie utwory. Grupa Galahad. Mam nadzieję, że zobaczymy ten zespół w Polsce i mam też nadzieję, że dojdą do skutku zapowiadane koncerty Colina Bassa, którego płyta "An Outcast of the Islands" również bardzo, bardzo się Państwu podobała. Wiem, że może nie do końca za moją sprawą, tylko Piotr Kosiński zrobił wszystko, żeby Państwu tę płytę, jak w najlepszym świetle przedstawić i nie musiał się specjalnie starać, bo to jest płyta wyjątkowo piękna. Dla mnie to jest właściwie płyta grupy Camel, można powiedzieć, chociaż najwięcej grali na niej muzycy polscy, ale grał też Andy Latimer i jego gitara zrobiła to właśnie wrażenie, jakiego od płyt grupy Camel i związanych z tym zespołem muzyków mógłbym oczekiwać. Wiem, że ta płyta była wielokrotnie przedstawiana, ale chciałbym jeden utwór teraz przypomnieć, posłuchać go z Państwem, ja ten utwór po prostu kocham. I jeśli Państwo będą w tej chwili mówić, że co to przecież Piotr Kosiński tyle razy puszczał już tę płytę, to co z tego. Ja jestem Lukino Visconti - wielki, wloski lezysel, ałtol filmu "Lampalt" i nikogo się nie boję. "Denpasar Moon".
13. Colin Bass - Denpasar Moon
14. Komentarz Tomasza
"Denpasar Moon". Zespoły Abraxas i Quidam, a właściwie w muzyce tych dwóch zespołów także Andy Latimer z grupy Camel na gitarze i oczywiście autor płyty, mistrz ceremonii - Colin Bass. Płyta "An Outcast of the Islands", płyta bardzo piękna. I myślę, że ten utwór miałby szansę zostać przebojem i sądzę, że mógłby być wielkim przebojem w Programie Trzecim, także myślę, że Marek Niedźwiecki nie miałby nic przeciwko temu, żeby taka piosenka znalazła się na "Liście Przebojów". No myślę, że Piotr powinien spróbować, Piotr Kosiński oczywiście, spróbować namówić Colina Bassa do wydania tej piosenki na singlu i wtedy wszystko przed nami. Proszę Państwa, za chwilę będzie nowa zabawa, w następnej godzinie powiem o tym więcej, ale teraz o tej porze zawsze idziemy do kina z Eddiem albo prawie zawsze idziemy do kina z Eddiem. Dzisiaj wyświetlają "The Evil That Men Do", czyli "Zło, które czynią ludzie". W roli głównej Charles Bronson.
15. Iron Maiden - The Evil That Men Do
16. Komentarz Tomasza
Grupa Iron Maiden i "The Evil That Men Do" - nasz stały kącik filmowy. Jak Państwo wiedzą Steve Harris jest zapalonym kinomanem, bardzo bym chciał, żeby zrobił piosenkę pod tytułem "The Reptile". Ale tymczasem minęła już godzina pierwsza.
18. Komentarz Tomasza
Abraxas i "Kameleon". Abraxas z Bydgoszczy. Zespół, którego płytę "Centurie", płytę drugą, wybrali Państwo płytą roku 1998. To był utwór z albumu debiutanckiego, utwór, o którego najczęściej słuchaliśmy, bo ze wszystkich nagrań dokonanych przez Abraxas jeszcze wiele, wiele lat temu ta piosenka brzmiała najlepiej i no była taka najbardziej reprezentacyjna, można powiedzieć. I ja szczególnie ją lubiłem i zawsze miałem nadzieję, że kiedyś usłyszę ją nagraną tak dobrze, jak to się stało na debiutanckim albumie z '96 roku. Muszę Państwu powiedzieć, że dzisiaj miałem taki zamiar, ale zrezygnowałem z niego, bo jakość niestety tych nagrań jest bardzo słaba i nie chciałbym także zespołowi, jak gdyby może robić tutaj tak zwanych tyłów, puszczając takiego utwory. Ale dostałem od zespołu, kiedyś, kiedyś, dawno temu kasetę z utworami koncertowymi i studyjnymi, jeszcze nagranymi z Radkiem Kamińskim, i tam jest kilka kompozycji, których jak dotąd w wersjach studyjnych, dopracowanych i unowocześnionych nie usłyszeliśmy. Kilka tak pięknych utworów, że bardzo, bardzo chciałbym, żeby na trzecim albumie Abraxasu te utwory się znalazły. A jeśli się nie znajdą, to będzie taki mały szantaż z mojej strony, to kto wie, czy w tym właśnie nie najlepszym stanie ja nie zacznę ich tutaj Państwu puszczać. Do Abraxasu jeszcze wrócimy za chwilę. Teraz natomiast, a może to za chwilę Państwu powiem, nie będę jeszcze Państwu mówił na czym ta zabawa będzie polegać, bo to będzie zabawa, w którą Państwo muszę się wciągnąć, jeśli ma być zabawna dla Państwa i dla mnie, powiem o tym za chwilę. Teraz zdradzę jeszcze jedną tajemnicę, która do mnie dotarła wczoraj całkiem nieoficjalnie, ale upoważniono mnie dyskretnie, żebym był oficjalny. Otóż spotkałem się z Wojtkiem Szadkowskim z grupy Collage. Państwo pamiętają, jest taki zespół, był taki zespół, ale nie, jest taki zespół. Wojtek szykuje płytę solową, być może, być może niedługo ta płyta będzie gotowa. Ale podobno są bardzo zaawansowane rozmowy między Wojtkiem, Robertem Amirianem i Mirkiem Gilem, żeby Collage powrócił i nagrał coś razem. Bardzo bym się cieszył, bo jak na razie to naprawdę nie wiadomo czy jest "Bezpiecznie". Is it "Safe"?
20. Komentarz Tomasza
Chyba poczuliśmy się wszyscy bezpieczniej, wiedząc, że grupa Collage może powrócić. Natomiast nagrania solowe Wojtka mogą być w bardzo podobnym klimacie jak właśnie ta piosenka - "Safe" - tytułowa z jak na razie wciąż ostatniego albumu Collage. Proszę Państwa, teraz czas, żebym już powiedział, na jaki pomysł wpadłem. Ten pomysł myślę, że się Państwu spodoba, aczkolwiek jeśli, jeśli obie strony mają być zadowolone, jeśli ja mam odczuwać pewne spełnienie tutaj w studiu, a Państwo również mają się z tego cieszyć, to musimy współpracować i Państwo muszą zacząć do mnie pisać w tej sprawie. Otóż co sobie pomyślałem. Pomyślałem sobie, że jest wiele płyt wydanych dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Płyt, które gdyby wtedy się przebiły, gdyby wtedy zostały dostrzeżone, gdyby wtedy powiedziano o nich tyle, co powiedziano, chociażby o "Ciemnych stronach księżyca" i różnych tym podobnych arcydziełach, to te płyty byłyby w kanonie muzyki rockowej. Ale ponieważ nikt ich nie dostrzegł, nikt ich wtedy nie wylansował, nikt o nich wtedy nie mówił, to one po prostu przepadły. Ale ukazały się na kompaktach, są osiągalne i słuchając ich czasami, dosłownie i w przenośni, zdejmujemy z głów kapelusze albo padamy na kolana, jaka to wspaniała muzyka. Tych płyt jest dużo, ja dzisiaj sporo fragmentów tych płyt dla przypomnienia Państwu przedstawię i Państwo będą pisać, którą z tych płyt chcieliby Państwo usłyszeć w całości w ostatniej albo w przedostatniej godzinie naszych spotkań w "Trójce pod księżycem". Dzisiaj mogę powiedzieć, dzisiaj będzie to Robert John Godfrey, płyta "The Fall of Hyperion". Płyta, z której słuchaliśmy niedawno finałowego utworu, suity "Daemon of the World", ale to dopiero za jakiś czas. Wcześniej przesłuchamy fragmenty kilku innych płyt, które Państwo być może nawet pamiętają, niektóre utwory Państwo na pewno znają, bo myśmy się z tymi płytami tutaj spotykali często. Na pierwszy ogień dzisiaj, jako propozycja, album grupy Indian Summer z roku 1971 i jedyny album zespołu Indian Summer. Zdjęcie czterech panów, którzy grali w tym zespole, no przypomina mi trochę spaghetti-western albo taki horror w konwencji spaghetti-westernu, coś w stylu filmów, jakie kręcił Lucio Fulci może. Panowie o bardzo poważnych twarzach, tam z tył powinna za nimi stać albo gotycka posiadłość, albo taka preria właśnie i jakiś rozbity dyliżans, i kilka ciał, nad którymi spoczywają sępy, coś w tym stylu. Państwo znają z tej płyty utwór "God is the Dog", który ja najczęściej przedstawiałem, bo to był utwór, którego ja słuchałem najczęściej przez wiele lat, nie znając w ogóle reszty. Cała legenda związana z tą płytą jest taka, że pojawiła się nie ona, ale fragment tej płyty w Programie Trzecim gdzieś w '72 roku na jesieni, zrobił to Roman Waszko i ja przez kilkanaście lat próbowałem tę płytę zdobyć bezskutecznie, w końcu udało mi się ją od pana Romana odkupić przez pośrednika. A kilka lat temu ucieszyłem się, że ukazała się nakładem firmy Repertoire w wersji kompaktowej. Naprawdę fenomenalny zespół, fenomenalna płyta. Dziś nie będzie utworu "God is the Dog", był niedawno, dziś będzie utwór "Half Changed Again". Grupa Indian Summer.
21. Indian Summer - Half Changed Again
22. Komentarz Tomasza
"Half Changed Again" - "Znów na wpół psemieniony", glupa Indian Summel. Płyta pod takim tytułem, lok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty pielsy. Baldzo piękne Hammondy, baldzo filmowe pejzaze, płyta w nasym nowym cyklu "Wielkie plyty nieodklyte". Myśle, ze sie ona Państwu spodoba. Stój Yakamoto! Aresztuję cię za podszywanie się pod włoskiego reżysera Lukino Viscontiego. Państwo podstawią, że się przezwolę... Państwo pozwolą, że się przedstawię - Inspektor Tiger ze Scotland Yardu. Ja Tiger, ty Jane. Następny zespół nazywa się Jane, jest to zespół niemiecki, wybrałem na dzisiaj utwór koncertowy trwający 19 minut pod tytułem "Windows".
24. Komentarz Tomasza
Niemiecka grupa Jane to był utwór "Windows" z albumu koncertowego "Jane Live" z 1976 roku. Ale w naszej zabawie, w naszym można powiedzieć nawet plebiscycie na te płyty sprzed lat, które Państwo chcieliby mieć w swoich zbiorach i docenić po tylu latach, bo są tego warte, startować będzie album debiutancki grupy Jane, album z '71 roku pod tytułem "Together". Ale wolałem dzisiaj przedstawić "Windows", bo to taka monumentalna kompozycja i dawno już jej nie słuchaliśmy, a należy do moich ulubionych w repertuarze grupy Jane. Proszę Państwa, przepraszam, że Python wymyka mi się dziś spod kontroli, to znaczy Monty oczywiście, ale z drugiej strony byłoby chyba nudno, gdyby nie coś z zupełnie innej beczki.
- Czego zjesz do duszonej ryby, Klaus!
- Halibuta!
- Duszona ryba to właśnie halibut!
- A masz jakąś rybę nieduszoną?
- Aaa, królika!
- Co, królicza ryba?
- Aaa, ma płetwy!
- A nie żyje?
- Wczoraj w nocy kaszlała krwią!
- Dobra, zjem duszoną... nieduszoną, króliczą rybę.
25. Fish - What Colour Is God?
26. Komentarz Tomasza
Kolega Fish zapowiada swój powrót na wiosnę. Przyznaję się Państwu od razu, nie uwierzyłem w plotkę, która mniej więcej przed rokiem się rozeszła, że Fish zrezygnował z działalności rockowej, zniechęcony niepowodzeniami i wielkimi długami, które właściwie przyniosła mu ostatnia trasa koncertowa. Może będzie mniej koncertował, może będzie więcej nagrywał, nie wiem, w każdym razie czekam z niecierpliwością na jego nową płytę. A to była kompozycja "What Colour Is God?" - "Jakiego koloru jest Bóg?" z albumu "Zachody słońca nad imperium". Co do tego koloru to sam chciałbym wiedzieć, ale niestety martwy Biskup z Lester nam o tym nie powie, bo nie żyje, trzeba będzie wezwać policję kościelną. Tymczasem kolejna płyta w naszym zestawie propozycji dla Państwa. Autor tej płyty nazywa się Mike Batt. Album nazywa się "Schizophonia", to jest trochę nowsza pozycja, bo z '78 roku i myślę, że będzie się podobała tym wszystkim, którzy lubią Alana Parsonsa i płyty zrealizowane w tym mniej więcej stylu, co jego albumy z orkiestrą, chórami i tak dalej i tak dalej. Mike Batt kierował w latach siedemdziesiątych takim śmiesznym zespołem, muzycy byli poprzebierani w różne pluszowe misie, zespół nazywał się The Wombles. Jego inne płyty nie były specjalnie ciekawe, ale "Schizophonia", jak już sam tytuł sugeruje, to naprawdę dzieło niezłe. Utwór, który dla zachęty wybrałem na dziś, nazywa się "Insh'Allah".
27. Mike Batt - Insh'Allah
28. Komentarz Tomasza
Mike Batt, płyta nazywa się "Schizophonia", to był utwór "Insh'Allah. Ale są tu jeszcze takie rodzynki jak: "Ride to Agadir" z podobnym rozmachem, piękna ballada "Railway Hotel" i niesamowita przeróbka utworu "Don't Let Me Be Misunderstood", tak więc serdecznie polecam. Pół minuty po drugiej.
30. Komentarz Tomasza
Grupa Abraxas to był utwór "Excalibur". Państwo wiedzą niewątpliwie, o jakiego Excalibura chodzi, tak nazywał się miecz Króla Artura, symbol władzy nad Rycerzami Okrągłego Stołu i nad całym Państwem. "Excalibur". Ta muzyka sprawiła, że podjąłem decyzję, aby już teraz zapoznać Państwa z płytą no, która miała być dzisiejszym pièce de résistance, właściwie taką ostatnią, wielką pozycją oraz pierwszą zarazem w naszym "Panteonie płyt nieodkrytych". Wymyśliłem sobie coś takiego, nie wiem, czy Państwu się ta zabawa spodoba, czy nie, ale to chyba jedyny sposób, żeby posłuchać płyt, które no po prostu nam uciekły, bo ukazały się tak dawno i nikt ich wtedy jakoś nie zauważył. Nie odniosły sukcesu komercjalnego tam, gdzie zostały nagrane, do nas też jakoś nie dotarły, no bo były takie rzeczy, które powiedzmy w Wielkiej Brytanii, czy w Ameryce zupełnie przepadły. Natomiast dzięki Programowi Trzeciemu, chociażby w Polsce, te zespoły i te płyty są bardzo znane jak chociażby Refugee, jak chociażby grupa Budgie, która nigdy nie cieszyła się specjalną popularnością w rodzimej Walii i Wielkiej Brytanii, a u nas była wręcz na klęczkach wielbiona. Na dzisiaj wybrałem płytę człowieka, który nazywa się Robert John Godfrey. Ten pan kierował przez wiele lat, przyznam się, że nie wiem, czy ten zespół jeszcze gdzieś pokutuje, czy już nie, ale w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych istniał i nazywał się The Enid. Robert John Godfrey to taki dosyć obszerny człowiek, mówiąc najbardziej opisowo, grający na instrumentach klawiszowych. Specjalista od muzyki z dużym wykopem można powiedzieć, ale nie jest to wykop taki jak u Mike Batta czy u Alana Parsonsa, czy u tych progresywnych zespołów, które starały się grać pod Roberta... pod Ryszarda Wagnera. Jego muzyka wymaga pewnego skupienia, pewnego przygotowania i za pierwszym słuchaniem może się okazać troszkę zbyt trudna. Trochę tam za trudno wyłapać melodię, trochę za często się zmienia zarówno tempo, jak i dynamika, ale jest to muzyka, która jeśli, że tak powiem, zapadnie nam gdzieś głęboko w duszę, to już tam zostanie. Płyta nazywa się "Fall of Hyperion". Jest to jedyny album, który Robert John Godfrey nagrał pod własnym nazwiskiem oprócz tego, że występował przez wiele lat w zespole The Enid. Tutaj do współpracy pozyskał przede wszystkim Christophera Lewisa, który napisał teksty do tych utworów wypełniających płytę i śpiewał. Oprócz Lewisa towarzyszyli mu: na gitarze basowej - Neil Tetlow i na gitarze - Jim Scott, na wszystkich pozostałych instrumentach grał oczywiście sam szef - Robert John Godfrey. Płyta, jak już powiedziałem, przez duże P, muzyka przez duże M. Tytuły utworów też wiele Państwu chyba powiedzą, jak sądzę. Pierwszy utwór nazywa się "The Raven", czyli "Kruk", ale bynajmniej nie chodzi tu o tego "Kruka" z poematu Edgara Allana Poe, to jest po prostu zwykły kruk, który niestety nawet pada ofiarą myśliwych, zostaje zastrzelony. Później "Mountains", czyli "Góry", później "Water Song" - "Pieśń wodna", później "Isault" i to jest utwór o bardzo intrygującej treści. Otóż bohater wyrusza do bitwy, zostawiając swoją ukochaną, bitwę wygrywa, wraca szczęśliwie do domu i zastaję ją martwą, dziewczyna popełniła samobójstwo, ponieważ kochała właśnie tego, którego nasz bohater zabił na polu bitwy. I wreszcie utwór ostatni ten, który kilka tygodni temu się pojawił i którego przypomnienie w jakimś tam sensie nasunęło mi tę koncepcję, żeby z Państwem takie płyty w całości słuchać - "Deamon of the World" - "Demon świata". Alchemik przywołuje do życia straszliwego potwora, który rzuca się na niego, pozbawia go życia, no ale na szczęście aniołowie czuwają nad alchemikiem, jego dusza zostaje odesłana z powrotem do ciała, demon znika, zostaje przepędzony z powrotem w czeluść piekielną. To będzie ponad czterdzieści minut muzyki, ale proszę Państwa o nadstawienie uszu, bo to jest naprawdę wielka płyta. Robert John Godfrey - "Fall of Hyperion".
31. Robert John Godfrey - The Raven
32. Robert John Godfrey - Mountains
33. Robert John Godfrey - Water Song
34. Robert John Godfrey - Isault
35. Robert John Godfrey - The Daemon of the World
36. Komentarz Tomasza
Robert John Godfrey i płyta "Fall of Hyperion" z 1974 roku. Pierwsza płyta w naszym "Panteonie płyt nieodkrytych", płyt, które warto mieć, których warto czasami posłuchać, które warto poznać. Zabawa, do której Państwa zapraszam, bo dzisiaj jeszcze będzie kilka propozycji i to już od Państwa będzie zależało, co pojawi się w tym cyklu za dwa tygodnie, gdy się znowu spotkamy, jaka to będzie płyta. Albo jedna z tych, które dzisiaj proponuję, albo jeszcze jakaś inna, którą ja wydobędę znienacka, żeby Państwa nią zaskoczyć. Ale Państwo będą mieć dużo do powiedzenia w tej kwestii i kolejność będzie zależeć wyłącznie od tego, co przeczytam w listach. Mam nadzieję, że przyjdzie ich troszkę no może niekoniecznie tak dużo, jak Piotr Kosiński dostał w konkursie na płytę roku, ale mam nadzieję, że się Państwu ta nowa zabawa też spodoba. Robert John Godfrey - "Fall of Hyperion" po kolei były to utwory: "The Raven"; "Mountains"; "Water Song"; "Isault" i "The Daemon of the World". Ta ostatnia kompozycja, prawie piętnastominutowa, składała się jeszcze z sześciu części: "The Arrival of the Phoenix"; "Across the Abyss"; "The Daemon"; "The Wanderer"; "IHS", czyli "IHS" i "Tuba Mirum". Robert John Godfrey grał na wszelkich instrumentach klawiszowych, towarzyszył mu wokalista i autor tekstów Christopher Lewis, gitarzysta basowy - Neil Tetlow i gitarzysta - Jim Scott. Płytę wydała w '74 roku firma Charisma. Myślę, że to jest też ważna informacja dla kolekcjonerów, bo takie właśnie płyty pojawiały się w firmie Charisma, która zrzeszała między innymi zespoły Genesis, Van Der Graaf Generator i Rare Bird. Kolejna propozycja. Płyta, która wiem, że się Państwu podobała. Płyta, która jest na kompakcie, ale jest nagrana niestety z analogowego nośnika, bo zdaje się, że zaginęły nagrania oryginalne, taśmy, tak przynajmniej mówił Jacek Leśniewski, ale ja płytę tę kupiłem mimo to, że nie zbieram takowych płyt. Dźwięk jest dosyć dobry, a muzyka naprawdę oszałamiająco piękna. Zespół nazywa się Czar, płyta gdzieś chyba z początku lat siedemdziesiątych, ciężko określić, bo to jest tak dziwne wydanie, że nie ma tu nic na okładce oprócz tytułów. Na okładce jest tylko wielki niedźwiedź w takim królewskim, imperialnym przykryciu głowy, nakryciu głowy, ma po prostu taki strój cara, jak gdyby można powiedzieć, nałożonego na siebie. Piszę się to tym razem nie przez TZ tylko przez CZ - Czar - Car i na dzisiaj wybrałem dla Państwa utwór, którego kiedyś właśnie w piwnicy z Jackiem słuchaliśmy wspólnie. Mnie się tak spodobał, że płytę kupiłem i nie żałuję. "Cecelia".
38. Komentarz Tomasza
Zespół Czar. Dużo melotronów, to takie symfoniczne, wspaniałe brzmienie, które w pewnych momentach może się nam kojarzyć z brzmieniem pierwszych płyt King Crimson. Zespół Czar, utwór "Cecelia", płyta nazywa się "Czar" i no kiedyś sporych fragmentów słuchaliśmy. Myślę, że, myślę, że Państwo będą chcieli, żeby ta płyta niedługo pojawiła się w całości, bo jest naprawdę tego warta. I kolejny album, który może jest mniej odkrywczy, bo muzycy tego niemieckiego tria naśladowali styl Keitha Emersona, Grega Lake'a i Carla Palmera. Zresztą wystarczy spojrzeć na skład instrumentalny: Helmut Köllen - gitara basowa, akustyczna, elektryczna i śpiew, Hans Bathelt - instrumenty perkusyjne i Jürgen Fritz - instrumenty klawiszowe, czyli niemieccy Emerson, Lake & Palmer. Grupa nazywała się Triumvirat. Nagrała kilka płyt, ale najciekawsza wydaje mi się ta poświęcona historii rzymskiego gladiatora Spartakusa i buntu, który w '73 roku przed Chrystusem ówże Spartakus poprowadził - bunt gladiatorów, niewolników przeciwko Rzymowi. Spartakus, czyli Kirk Douglas oczywiście, bo od dziecka odkąd widziałem film Kubricka "Sparakus", twarz Spartakusa kojarzy mi się Kirkiem Douglasem. Płyta jest w pewnych momentach naprawdę wspaniała, może trochę nierówna, ale jest to tak zwany concept album i wydaje mi się, wart jest poznania, ukazał się w 1975 roku. Na dziś wybrałem dla zachęty "Marsz na wieczne miasto".
39. Triumvirat - The March to the Eternal City
40. Komentarz Tomasza
Grupa Triumvirat, płyta "Spartakus", concept album w stylu nagrań Keitha Emersona, Grega Lake'a i Carla Palmera. Wydaje mi się, że warto poznać tę płytę w całości, jest naprawdę ciekawa mimo to, że brzmienie no zdecydowanie zapożyczone. Po godzinie z kawałkiem takiej bardzo natchnionej muzyki chyba czas na deser.
- Co to będzie dzisiaj na deser?
- Aaa jest placek ze szczura, aaa koktajl ze szczura, aa pudding ze szczura albo ciasto truskawkowe.
- Ciasto truskawkowe?
- A no jest w nim też trochę szczura.
- Ile?
- Trzy, aa raczej sporo.
- Zjem kawałek z niewielką zawartością szczura.
41. Deep Purple - Flight of the Rat
42. Komentarz Tomasza
To był oczywiście zespół Deep Purple z płyty "Deep Purple In Rock". Z płyty, która miała to szczęście, że dotarła na Panteon płyt szanowanych, ogólnie znanych, docenianych i uważanych za wzorcowe. Z tej płyty pochodzi słynny "Child in Time", to był "Flight of the Rat". Państwo pozw...pozwolili, mam nadzieję, że raz jeszcze Python wyrwał mi się spod kontroli, znaczy Monty oczywiście, to już dzisiaj chyba uda mi się go dopilnować, żeby do końca naszego spotkania nie było podobnych wyskoków. Natomiast będzie jeszcze raz zespół Abraxas. Będzie ten utwór, ten utwór z płyty "Centurie", Państwo wiedzą który.
43. Abraxas - Pokuszenie
44. Komentarz Tomasza
"Pokuszenie" - dwunastominutowy najbardziej chyba porywający i przeszywający fragment płyty "Centurie" grupy Abraxas. Takie płyty cieszą i z drugiej strony tak przyjemnie ranią gdzieś od środka, to jest to uczucie, które najbardziej lubię, gdy słucham muzyki. Ta muzyka musi w jakiś sposób oddziaływać aż tak boleśnie od wewnątrz. Nie jest to masochizm bynajmniej, który zaspokajam, słuchając dawnego Marillionu czy, czy właśnie Abraxasu, czy Hammilla i tak dalej. To jest po prostu jakaś taka potrzeba przeżywania przez pewne cierpienie. Kiedyś bodajże Ivo-Watts Russell powiedział, że dobra jest taka muzyka, w której jest jakieś piękno desperacji, to jest chyba to określenie, o i to właśnie o to chodzi. To był Abraxas z płyty, którą Państwo wybrali bardzo słusznie płytą roku, bardzo się cieszę. I na zakończenie dzisiaj mam dla Państwa taką suitą sprzed dwudziestu kilku lat, którą skomponował niejaki Kevin Ayers. Tutaj różni ludzie z nim grali na tej płycie: między innymi Rupert Hine; Mike Giles, który kiedyś był w King Crimson; John Gustafson, który był kiedyś w Roxy Music; Ray Cooper, który grał z Eltonem Johnem na perkusji; śpiewała w chórkach niejaka Nico, a także między innymi Doris Troy, to nazwisko powinno coś powiedzieć sympatykom "Ciemnej strony księżyca". Kevin Ayers, płyta nazywa się "Confession of Doctor Dream" - "Wyznania doktora marzeń". Suita ma mniej więcej dziewiętnaście minut i pożegnam się tą suitą dzisiaj z Państwem, zostawiając Państwa w mrocznych objęciach "Doktora marzeń", "Doktora snu". Suita składa się z czterech części: "Irreversible Neural Damage", czyli "Nieodwracalne załamanie nerwowe"; "Invitation" - "Zaproszenie"; "The One Chance Dance" - "Taniec jednej szansy" i "Doctor Dream Theme" - "Temat doktora snu". Proszę Państwa, to będzie muzyka, przy której też trzeba nadstawić uszu. Kevin Ayers.
45. Kevin Ayers - The Confession of Doctor Dream: a. Irreversible Neural Damage
46. Kevin Ayers - The Confession of Doctor Dream: b. Invitation
47. Kevin Ayers - The Confession of Doctor Dream: c. The One Chance Dance
48. Kevin Ayers - The Confession of Doctor Dream: d. Doctor Dream Theme
49. Komentarz Tomasza i Romana Dziewońskiego
Tomasz Beksiński: To były "Wyznania doktora marzeń" Kevina Ayersa albo "Wyznania doktora snu" jak kto woli. A ja Państwu tylko przypominam, że już za dwa tygodnie może Indian Summer w całości, może Jane, płyta "Together", może Mike Batt - "Schizophonia", może Czar albo Triumvirat - "Spartacus". To zależy od Państwa, której z tych płyt posłuchamy w całości za dwa tygodnie, a może będzie to jeszcze inna płyta jakaś nieodkryta. Czekam na listy z propozycjami i do usłyszenia za dwa tygodnie. Mówił Tomasz Beksiński. A teraz coś z zupełnie innej beczki - Roman Dziewoński.
Roman Dziewoński. A dobry wieczór. Pięć razy może padło, to może jest wielce obiecujące. Tomasz Beksiński zapowiedział w owym morzu swoich marzeń różne rzeczy, kończąc tak dostojnie muzycznie. No cóż, to na pewno jest à la, coś takiego, à la Rondo, wzniosła muzyka pojawiająca się z zakamarków marzeń i wyobraźni Tomka, no ale oczekujmy na to, co będzie za dwa tygodnie. Minęła czwarta.
Płyty wykorzystane w ramach audycji
Colin Bass - An Outcast Of The Islands (COLIN BASS) (1998)
Deep Purple - Deep Purple In Rock (1970)
Fish - Sunsets On Empire (1997)
Galahad - Nothing Is Written (1991)
Galahad - Following Ghosts (1998)
Indian Summer - Indian Summer (1971)
Iron Maiden - Seventh Son of a Seventh Son (1988)
Kevin Ayers - The Confessions of Dr Dream and Other Stories (1974)
Mike Batt - Schizophonia (1977)
Robert John Godfrey - Fall of Hyperion (1974)
XIII. Století - Ztraceni v Karpatech (1998)