Trzy zagadki: czasu, nieśmiertelności i Déja Vu
«1998-10-24»
Trójka Pod Księżycem


Audycja dzięki

Vampirek - komentarz - treści komentarzy

Wojtek z Łodzi - opis - opracowanie audycji

J.Sulisławski - pochodzenie - 2 ostatnie godziny

AkoBe - pochodzenie - 3 pierwsze godziny i uzupełnienia

Opis

1. Komentarz Tomasza

Przed dwudziestoma pięcioma minutami była godzina 0:05 i jazz w Trójce, a za chwilę w Trójce pod Księżycem od 0:30 dziś do 4 rano trochę innej muzyki. Za to jutro, o tej porze będzie godzina 23:31, za godzinę mniej więcej będzie godzina 1:31, za dwie i pół godziny będzie godzina 2:31. To wszystko związane ze zmianą czasu. A teraz coś z zupełnie innej beczki - "czas nie czeka na nikogo", ale na nas jednak zaczeka, o godzinę.

 

2. The Rolling Stones - Time Waits For No One

3. Komentarz Tomasza

Cyk, cyk, cyk, cyk - odmierzamy czas. Dzisiaj zagadka czasu będzie nas bardzo, bardzo interesować. Zagadka czasu i "Zagadka nieśmiertelności" - nieśmiertelności w czasie. Zajmiemy się też dzisiaj między innymi zjawiskiem déja vu, tym dziwnym uczuciem, które czasem nas ogarnia, że coś już kiedyś przeżyliśmy. Najlepszym i najcudowniejszym tego dowodem jest nowa płyta grupy Black Sabbath. Zajrzymy także dziś do piwnicy. Natomiast teraz, chciałbym Państwu powiedzieć, że sprawdziło się stare powiedzonko, że podróże kształcą. Byłem w Pradze, właściwie wracam prosto z Pragi. Rabin Loew, "Student z Pragi", Dom Fausta, te klimaty, a także Bauhaus.

 

4. Bauhaus - Double Dare

5. Komentarz Tomasza

To było jak sen na jawie. Stroboskopowe światła przeszywające mrok. Na niewielkim ekranie ustawionym na środku sceny twarz Petera Murphy'ego. Wokół na scenie reszta Bauhausu. A dookoła ludzie, wręcz zahipnotyzowani tą niesamowitą, upiorną muzyką, która wypełniła od podłogi aż po sufit klub Lucerna w Pradze, wczoraj wieczorem. Zespół Bauhaus powrócił po kilkunastu latach. Myśleliśmy, że już nigdy nie zagrają razem. Że pozostaną po nich tylko płyty. Okazuje się, że teraz w ramach powrotów wszystkich zespołów, nie tylko dinozaurów sprzed lat dwudziestu i trzydziestu powrócił także Bauhaus. Proszę Państwa, przed mniej więcej dziesięcioma laty otrzymałem list, z którego teraz pozwolę sobie teraz przytoczyć fragment. "Gotycyzm dotyczy nie tylko szeroko pojmowanej sztuki, lecz jest zarazem terminem odnoszącym się do curriculum vitae - trybu życia. Nierzadko prowadzącego do tragicznego finału pewnych wybrańców, których konstrukcja psychiczna skłania do dewiacji. Zmusza do wtopienia się w tło omszałych murów posępnych zamczysk, pokrytych bluszczem grobowców, lochów, wertykalnych budowli gdzie najlżejszy szept potyka się o ostre łuki sklepień i skłoniwszy się ciemnym witrażom powraca wypełniony tajemniczą, znaną tylko nielicznym wartością. Mówi się o ludziach renesansu. Czemu nie użyć określenia - ludzie skazani na gotyk. Napiętnowani astenicy - osoby o wątłej budowie ciała, długich kończynach, cienkiej szyi, wąskiej klatce piersiowej. Odznaczający się usposobieniem schizofrenicznym. Zatwardziali neuropaci, neurastenicy, psychastenicy, którym twórczość pomaga uniknąć katastrofy, lecz również uniemożliwia prawdziwą kurację". Cóż proszę Państwa, więcej fragmentów tego listu później, a teraz mogę powiedzieć tylko tyle - namiętnością kochanków jest śmierć.

 

6. Bauhaus - The Passion of Lovers

7. Komentarz Tomasza

Zagadka czasu i zagadka nieśmiertelności, zagadka Déja Vu i różne, dziwne współzależności, które czasami zaskakują nas. Proszę Państwa, na przykład: Cóż wspólnego mogą mieć z sobą Schubert, Iggy Pop, David Bowie i Peter Murphy? Sądzę, że niektórzy wiedzą, a wyjaśni się to później. Natomiast zdradzę Państwu jedną, intrygującą sprawę, otóż kiedy otrzymałem list, z którego fragmenty przed dziesięcioma laty bardzo, bardzo, bardzo pomogły mi przy prezentacji płyt grupy Bauhaus jeszcze w "Romantykach Muzyki Rockowej", nie przypuszczałem wcale, że dziesięć lat później z autorką tego listu będę w Pradze, na koncercie tego zespołu. Ale takie to dziwne rzeczy czasami dzieją się we wszechświecie, a ta Pani wtedy miała dziewiętnaście lat, a teraz jest Panią Doktór. Ładnie grali Pani Doktor, prawda?

 

8. Bauhaus - She's In Parties

9. Komentarz Tomasza

Bauhaus był wczoraj w Pradze, a 29-ego października wystąpi w Berlinie, więc Ci z Państwa, którzy nie dotarli do Lucerny w Pradze, mają szansę wybrać się do Berlina i naprawdę, naprawdę warto. Podróż była strasznie męcząca, ale kiedy Panowie zaczęli grać nie żałowałem ani jednej sekundy tych trudów. I usłyszeliśmy niesamowite wersje tych wielu, wielu, wielu starych, lubianych utworów - "Double Dare", "Hollow Hill" z niesamowitymi żarówkami zapalającymi się na scenie, "In The Flat Field", a na bisy dużo coverów - "Telegram Sam", "Ziggy Stardust" i najgoręcej przyjęty "Passenger" wspomnianego Iggy'ego Popa. Nie było niestety utworu "Spirit", na który czekaliśmy więc posłuchajmy go teraz.

 

10. Bauhaus - Spirit

11. Komentarz Tomasza (godz. 1:00)

Do koncertu grupy Bauhaus jeszcze będziemy dzisiaj wracać, jeszcze trochę Państwu o tym opowiem, ale teraz minęła już godzina pierwsza.

 

12. Pink Floyd - Time

13. Komentarz Tomasza

Pink Floyd i "Time". Dzisiaj będziemy słuchać różnych utworów związanych z czasem, a to dlatego, że dziś w nocy zyskujemy godzinę. Państwo pamiętają pół roku temu straciliśmy godzinę, dzisiaj nam ją oddają. Teraz natomiast idziemy do kina z Eddiem. To nasza zabawa zapoczątkowana dwa tygodnie temu i dziś tak się zastanawiałem jaki film dzisiaj sobie obejrzymy. Ale pomyślałem sobie, że najlepiej będzie cofnąć się w czasie tak bardzo, bardzo daleko i później sobie w tym czasie powędrować w związku z tym, że czas nas dzisiaj bardzo interesuje. Tak więc "Upiór w Operze". Wszystko jedno czy na ekranie Lon Chaney, Claude Rains, Louis Jourdan, Herbert Lom czy wielu innych aktorów. Idziemy do kina. Grupa Iron Maiden, Eddie wpuszcza nas na salę, przedziera bilet, światło gaśnie, na ekranie "Phantom Of The Opera".

 

14. Iron Maiden - Phantom Of The Opera

15. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

Tomasz Beksiński: Grupa Iron Maiden i to był seans filmowy - "Upiór w Operze". Będziemy tak sobie chodzić z Eddiem do kina od czasu do czasu i oglądać różne, różne filmy. Proszę Państwa dzisiejsza Trójka pod Księżycem nadawana jest na żywo z piwnicy i właśnie już od dłuższej chwili rozglądam się za jej właścicielem. Jacek, Jacek gdzie Ty jesteś, gdzie się podziałeś?

Jacek Leśniewski: Jestem tutaj.

TB: A tu jesteś, nadzwyczajne. Zupełnie się schowałeś się za tą stertą płyt, nie zauważyłem Ciebie.

JL: No, jestem widocznie tak niski i tak nieznaczny, że mnie jakoś nie zauważyłeś.

TB: Nie, tak dużo płyt znajduje się w Twojej piwnicy. Jacek Leśniewski - Megadisc - piwnica. Proszę Państwa po dłuższej przerwie dzisiaj znowu będzie odkrywać skarby zapomniane sprzed lat. Powiedz Jacku co przyniosłeś.

JL: No, przyniosłem parę płytek, ciekawych, które powinny myślę słuchaczy Trójki zainteresować, aczkolwiek najważniejszą płytą, którą przyniosłem, jeszcze ciepłą, ukazuje się oficjalnie w poniedziałek, jest koncertowy album zespołu Black Sabbath.

TB: A to ciekawostka, bo jak byłem w Pradze ta płyta była wszędzie reklamowana i przywiozłem tę płytę. Dzisiaj przyniósł mi Paweł Kot drugi egzemplarz, a Ty przynosisz trzeci. Wcale się nie dziwię, w końcu słuchamy Trójki, mogą być trzy sztuki. Black Sabbath. Jak ta płyta się nazywa? "Reunion"?

JL: No, wiec były różne propozycje i skończyło się na prostym "Reunion". Chciałbym od razu powiedzieć, że jest to prawdziwy Black Sabbath. W oryginalnym składzie z Billem Wardem, w przeciwieństwie do katowickiego koncertu gdzie na perkusji grał Vinnie Appice.

TB: Tak, Bill poczuł się już trochę zmęczony.

JL: Bill miał atak serca.

TB: Wiem, ale staram się tak to powiedzieć bardzo delikatnie.


JL: No, więc przesłuchałem we fragmentach tą płytę, ponieważ nie zdążyłem ją przesłuchać dokładnie. No więc...


TB: Ja też we fragmentach...


JL: ... jestem zachwycony, ale no myślę, że porozmawiamy jeszcze troszkę później...


TB: No Ty byłeś na tym koncercie chyba, prawda?


JL: No, byłem prawie na tym koncercie, byłem 24 godziny wcześniej...


TB: 4-ego grudnia, tak?


JL: Byłem 4-ego, koncert pochodzi z 5-ego grudnia, mam mieszane uczucia. Nie wiem czy mam się cieszyć czy martwić, widziałem co innego. Natomiast mogę tu posłuchać, materiał...


TB: Materiał ten sam chyba, prawda?


JL: Tak, dokładnie...


TB: ... Bo jak czytałem Twoją recenzję, to...


JL: Tak, tak, tak...


TB: ... te same kawałki były grane.


JL: To jest dokładnie ten sam materiał, ale no nie byłem tam. Z różnych powodów, o których może wspomnę później.


TB: A ja sobie pozwolę zasugerować, może coś takiego, że może jeszcze odłóżmy na chwilę te wspomnienia i te porównania, bo na tej płycie są dwa zupełnie nowe nagrania grupy Black Sabbath.


JL: Tak, to jest niespodzianka, do 16-tu utworów koncertowych dołożono dwa utwory studyjne, pierwsze od dwudziestu lat. Nagrane w tym składzie...


TB: Tak, w tym składzie, oczywiście.


JL: I może nie jest to niespodzianka, ale o dziwo są to świetne, stare Sabbathowskie numery. W sumie można powiedzieć, równie dobrze mogłyby powstać dwadzieścia pięć lat temu.


TB: Dobrze, że tak mówisz, bo ja dzisiaj też słuchałem bardzo będąc zmęczonym i tak strasznie mi się podobały i zastanawiałem się czy ja po prostu tendencyjnie chcę uwierzyć, że one są takie dobre i zmęczenie mi w tym pomaga czy one naprawdę są takie dobre.


JL: Nie, są, są ok.


TB: To od którego zaczniemy?


JL: "Psycho Man".


TB: "Psycho Man", pięć minut nowego Black Sabbathu w starym składzie.

 

16. Black Sabbath - Psycho Man

17. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: "Psycho Man" - najnowsze nagranie grupy Black Sabbath w starym, oryginalnym składzie. Coś w co kilka lat temu bym nie uwierzył, że się kiedykolwiek stanie. Szczerzę muszę powiedzieć, że ja słuchając grupy Black Sabbath stawałem się takim psycho manem, czyli troszeczkę mi odbijało, o czym już wielokrotnie mówiłem. Nie wiem jak Ty, Jacku?

JL: Ja byłem od najmłodszych lat strasznym fanem tego zespołu i no pamiętam jak się przestraszyłem "Iron Man", śmiertelnie mnie przestraszył głos Ozzy'ego.

TB: Dzieciństwo, tak?

JL: Tak i to już zostało mi do końca. Jest to jeden z moich najukochańszych grup, jedna z moich najukochańszych grup wszech czasów.

TB: No, ja też zawsze bardzo lubiłem Black Sabbath, głównie dlatego, że fascynowali mnie tą taką mroczną otoczką jak się później okazało nieprawdą były te historie, które o nich opowiadano wtedy. Że oni są satanistami i tak dalej. Nigdy nie miało żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, poza tym, że tam się troszkę podobno otarli o tematy, ale tylko przypadkowo.

JL: Gdybyś, rozumiem, że nie zdążyłeś jeszcze zajrzeć do książeczki...
TB: Jeszcze nie.

JL: Czytając ją znajdziesz fragment wypowiedzi Geezera Butlera, w której opowiada o swoim spotkaniu z szatanem.

TB: Tak, ja czytałem w Tylko Rocku o tym też już kiedyś...

JL: Aha, to było też w Tylko Rocku, zgadza się.

TB: Że było kiedyś coś takiego, że mu się coś takiego przydarzyło. No i muszę powiedzieć, że nie bardzo w to wierzę, dlatego że kiedyś miałem w życiu taki okres, że postanowiłem sprzedać mu duszę i wołałem go całymi nocami. Wcale nie przyszedł, skurczybyk. Także nie wierzę w jego istnienie, jeśli ma być szczery.

JL: Nie, Tomku, to nie jest kwestia wiary, tylko mówimy o...

TB: Tak...

JL: ... wypowiedzi basisty z rockowego zespołu.

TB: Tak, ale przy okazji staram się troszeczkę obrócić w żart te wszystkie niezmiernie poważne oskarżenia, którymi się nieustannie obwiesza niektórych, oczernia niektórych muzyków rockowych, że oni są po prostu wyznawcami jakiś czarnych magii.

JL: Tak, tak. Puszczanie płyt od tył...

TB: Tak jest, doszukiwanie się tam jakiś przesłań z zaświatów i tak dalej. Koncert ten, na którym byliśmy, chociaż byliśmy na dwóch różnych, na jednym byliśmy razem, a ten z Birmingham odbył się wiele, wiele miesięcy wcześniej na nim Ty byłeś. To są takie koncerty marzeń, podobnie jak mój wczorajszy, koncert grupy Bauhaus. Ja wiem, że gdybyś nadal się interesował taką muzyką, to też byś tam był w Pradze, bo wiem, że kiedyś lubiłeś Bauhaus.

JL: Kiedyś lubiłem ten zespół, tak dziesięć, dwanaście lat temu i słuchając tych utworów po raz pierwszy od lat, to uważam, że to był zupełnie dobry zespół. Jeden z najlepszych zespołów na pewno lat osiemdziesiątych, z tym że w latach osiemdziesiątych z drugiej strony uważam, że nie wiele się działo. Oprócz może heavy metalu nic mi nie przychodzi do głowy innego.

TB: No cóż, miejmy nadzieję, że z koncertowej trasy grupy Bauhaus też taka płyta jak Black Sabbath - "Reunion" się pojawi. A teraz już nie zwlekajmy i spróbujmy poprzeżywać to raz jeszcze. Przeżyj to sam jeszcze raz. Black Sabbath na żywo.

JL: Tak, chyba najlepszy fragment koncertu, mój najukochańszy utwór - "Into The Void" potem będzie jeszcze "Snowblind".

TB: Który jest z kolei jedynym z moich ulubionych z płyty Black Sabbath - "Volume 4", na której znajduje się mój absolutnie ulubiony - "Wheels of Confusion".

JL: Którego nie było na koncercie.

TB: No, niestety. Posłuchajmy proszę Państwa - Black Sabbath - 5-ty grudnia 1997 roku - Birmingham.

 

18. Black Sabbath - Into the Void

19. Black Sabbath - Snowblind

20. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Brawa zdecydowanie zasłużone i gromkie. Podobnie jak w Spodku, którego nigdy, na żadnym koncercie nie widziałem tak wypełnionego po brzegi jak 10-ego czerwca, kiedy grał tam zespół Black Sabbath.

JL: No, ja żałuję, że nie wziąłem chusteczki, bo łzy mi trochę będą chyba ciekły po twarzy. To był najlepszy koncert jaki widziałem w życiu Sabbathów i który najbardziej mi się od strony muzycznej, po prostu nie sądzę żebym doznał takiego przeżycia drugiego.

TB: Mówisz o tym w Birmingham oczywiście?

JL: Tak, tak, tak.

TB: Ja pamiętam, że jak Ty powiedziałeś, że jedziesz na Black Sabbath z Ozzym to Ci nie wierzyłem w pierwszej chwili, a później zacząłem poważnie obliczać czy dałbym radę wyjechać w tym czasie czy nie.

JL: No, ale pamiętam różne przeszkody stanęły na drodze...

TB: Tak...

JL: ...i nie mogłeś, ale co się odwlecze, to nie uciecze...

TB: Pamiętam jak opowiadałeś o tym koncercie później...

JL: No tak...

TB: ... tutaj w piwnicy i opowiadałeś o tej płycie, której dzisiaj słuchamy, jeszcze jej wtedy nie było.

JL: Aha. No, już nie pamiętam. Widać byłem tak podekscytowany, że wyleciało mi to z głowy.

TB: To było gdzieś w grudniu albo w styczniu, zdaje się żeśmy o tym rozmawiali chyba albo chyba nawet w grudniu, chyba zaraz wkrótce po tym koncercie.

JL: Tak.

TB: Będziemy wracać dzisiaj do tego koncertu w każdym razie.

JL: Koniecznie. No, więc to byli bogowie hard rocka. Teraz będzie nieco inny zespół, jakby z innego rejonu Europy. Nie chciałbym żeby słuchacze Trójki odebrali to jako żart. Przyniosłem płytę zespołu Die Puhdys. Die Puhdys, to była taka NRD-owska grupa, odpowiednik na muzykę Uriaha Heep, Deep Purple, Black Sabbath.

TB: Poważnie? Ale słuchaj, ja o tym zespole zawsze słyszałem, że on jest jakiś taki, wszyscy z przekąsem mówili pudis, pudis...

JL: No oczywiście, tak ponieważ, no poza tym z kraju Honeckera, NRD, no wiadomo, że... co tam się działo i nikt tego nie brał na poważnie. Aczkolwiek trzymam w ręku pojedynczy kompakt, na którym są zawarte dwie, pierwsze płyty. Kupiłem go sobie w Niemczech ze dwa miesiące temu i z jednego powodu. Jest tutaj utwór, który usłyszałem w wieku lat siedmiu, w '73 roku na składance, były takie składanki, Tomek, pewnie nie posiadałeś ich, Halo. To były takie...

TB: Wiem, że były, ale rzeczywiście ich nie posiadam.

JL: I tam dostałem, nie wiem z jakiejś okazji składankę, na której był jeden fantastyczny numer. I potem oczywiście ta płyta gdzieś nie wiem zginęła czy coś się z nią stało i po dwudziestu pięciu latach usłyszałem ten utwór na nowo. Chciałbym żebyśmy posłuchali z płyty Die Puhdys dwóch utworów. Myślę, że powinny się Państwu spodobać. Płyta pierwsza ukazała się w '73-ego roku, ale te nagrania są z '71-ego.

TB: Widzę tutaj niemieckie tytuły. Czy będą śpiewać po niemiecku?

JL: Tak, oczywiście będą śpiewać po niemiecku. Czyli ten mój ulubiony będzie jako pierwszy, nazywa się "Türen öffnen sich zur Stadt", a następnie posłuchamy utworu "Vineta".

TB: No cóż, Die Puhdys.

 

21. Die Puhdys - Türen öffnen sich zur Stadt

22. Die Puhdys - Vineta

23. Komentarz Tomasza

Aż trudno uwierzyć, że to zespół z NRD - Die Puhdys. Całkiem nieźle chłopcy grają. Proszę Państwa została nam chwila do godziny drugiej. I chciałbym na moment wrócić do koncertu zespołu Bauhaus do momentu kiedy na scenie pojawił się Peter Murphy w takim długim, wspaniałym szale zwanym boa chyba, którym owijał się, okręcał ze wszystkich stron i śpiewał bardzo dobry utwór, którego nie mogłem sobie przypomnieć. Dopiero po powrocie do Warszawy udało się odkryć, że to kompozycja "Boys" - oryginalnie z drugiej strony singla "Bela Lugosi is Dead".

 

24. Bauhaus - Boys

25. Komentarz Tomasza (godz. 2:00 czasu letniego)

Grupa Bauhaus i utwór "Boys". Państwo niech nadal się zastanawiają co wspólnego mają ze sobą Schubert, Iggy Pop, Peter Murphy, David Bowie i powiedzmy Lalo. O tym będziemy mówić później, a teraz, bo już prawie dwie minuty po godzinie drugiej, czas na...

 

26. Manfred Mann Chapter III - Time

27. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Dzisiaj słuchamy różnych utworów związanych z czasem, bo już za czterdzieści siedem minut będziemy przestawiać zegarki, o godzinę do tył. I wtedy okaże się, że czas jednak czasem czeka, przynajmniej dla nas o godzinę. A my jesteśmy nadal w piwnicy z Jackiem Leśniewskim i cóż teraz Panie Jacku?

JL: No, teraz na sekundkę będziemy chyba musieli wyjść z tej piwnicy na powierzchnię, ponieważ mam tu przed sobą płytę, no bardzo świeżą jak na mnie. To jest to płyta sprzed sekundy, czyli dokładnie z lata. Dosyć nietypowa jak na piwnicę i mam nadzieję, że niektórzy słuchacze Trójki wybaczą mi to faux pas, ponieważ teraz będzie zespół, hmm Slayer.

TB: Co?
JL: No, tak no, Slayer.

TB: Przed chwilą Manfred Mann Chapter III, początek lat 70-tych, a teraz Slayer.

JL: Chciałem powiedzieć, że ten utwór Manfred Mann Chapter III sam bym chętnie puścił, jakbyś mi wyjął to prawie z torby, bardzo dobry numer, to najlepszy zespół Manfreda w całej jego karierze.

TB: Ja bardzo lubiłem Earth Band późniejszy. Ja do tych późniejszych nagrań nie jestem tak do końca wszystkich przekonany. Lubię tylko te wybrane, natomiast od Chapter III zdałem sobie sprawę, że Manfred Mann jest bardzo dojrzałym twórcą.

JL: To były najbardziej poważne płyty. Jutro, znaczy właściwie dzisiaj odbywa się koncert Slayera w Katowicach, na którym będę. Ja byłem kiedyś tak zwanym metalowcem, do dziś lubię te klasyczne zespoły heavy metalowe. A Slayera usłyszałem po raz pierwszy na początku '84-ego roku i to mi do dzisiaj zostało. Ja wiem, że to jest muzyka w sumie dla niektórych wręcz ekstremalna, wiertarka, betoniarka, nie do słuchania...

TB: Gęste i dynamiczne granie, to prawda.

JL: Bardzo ciężkie też, myślę, że zespół słuchał kiedyś zespołu Black Sabbath i...

TB: Chyba wszyscy słuchali.

JL:... wszyscy chyba słuchali. Tak przyszło mi coś do głowy, czy Slayer obecnie może być odbierany tak jak kiedyś Black Sabbath, na przykład w '70-tym, '71-szym roku, ponieważ jak czytałem wielokrotnie różne artykuły czy wywiady, to ta muzyka Ozzy'ego i kolegów była odbierana jako coś totalnie...

TB: Innego i ciężkiego, tak.

JL: coś totalnie innego, tak, że to była, mówiło się, że to była muzyka dla robotników, że studenci absolutnie tego nie zaakceptują, że dla dzieci, tak jak się określa muzykę trochę heavy metalową dzisiaj.

TB: A to dziwne, wiesz. Ja do Black Sabbath miałem jak już wspomniałem wcześniej stosunek bardzo specyficzny, ale oni mnie urzekli tą swoją tajemniczą mrocznością, która emanowała z nich, z ich muzyki. Ale ta muzyka nie wydawała mi się, przynajmniej wtedy, taką najbardziej jakąś szaleńczą, ciężką, dynamiczną. Pamiętam, gdy usłyszałem pierwszy raz w życiu "Whole Lotta Love" Led Zeppelin, to miałem wrażenie, że tutaj mam do czynienia z jakąś niesamowitą kakofonią zupełnie. Do dzisiaj zresztą jak słucham tego utworu, to czasem się zastanawiam o co w nim chodzi w środku.

JL: Nie, to jest... to jest underground.

TB: To nie znaczy, że ja to mówię w negatywnym tego słowa znaczeniu, ale no po prostu jest to coś co się, że tak powiem wszelkim kwalifikacjom wymyka.

JL: Zgadza się. Tak, więc dla odmiany, wyjątkowo...

TB: Slayer.

JL: ... Slayer z najnowszej płyty, utwór "Bitter Peace".

 

28. Slayer - Bitter Peace

29. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Proszę Państwa, ja muszę coś teraz powiedzieć. Państwo słuchają naprawdę Programu Trzeciego. Jest to naprawdę sobota, sobotnia Trójka pod Księżycem, noc z soboty na niedzielę, ja się naprawdę nazywam Tomasz Beksiński i obok naprawdę siedzi Jacek Leśniewski i to naprawdę był zespół Slayer w tej audycji, naprawdę, słowo. Proszę się nie martwić, nic złego się nie stało, jutro jest, znaczy dzisiaj jest koncert tego zespołu w Katowicach...

JL: Tak jest, o dwudziestej.

TB: ... o dwudziestej i Jacek będzie na tym koncercie.

JL: No, już się nie mogę doczekać...

TB: Porozmawiamy z nim za jakiś czas, zobaczymy czy przeżyje.

JL: Miejmy nadzieję albo nie.

TB: Dobrze Jacku, ale Ty zdaje się chciałeś teraz powiedzieć o koncercie, którzy przeżyłeś i który był dla Ciebie przeżyciem.

JL: No, tak. Dzisiejsza audycja upływa uważam pod znakiem czasu i...

TB: Tak.

JL: ... pod znakiem koncertu, bo ponieważ wszystko w jakimś sensie wiąże się z koncertami. Był koncert Maidens, Sabbath, Bauhaus, będzie Slayer i był koncert niejakiego Ringo Starra. To taki, no właściwie już przyszły takie czasy, że trzeba tłumaczyć kto to jest...

TB: Chyba na perkusji grał w jakimś zespole, prawda?

JL: Tak, w The Beatles. Ja wcale nie żartuję, ponieważ znam wiele, wiele osób młodych, a nawet już nie tak młodych, które już po prostu nie kojarzą Beatlesów. Muzyki tej grupy, tej najlepszej, najważniejszej grupy wszech czasów i nie ma innej, po prostu się nie nadaje w radiu.

TB: No, nie wiem dlaczego też ostatnio jest rzeczywiście cicho z Beatlesami. Chociaż ja Ci powiem, mnie się czasami zdarza sięgnąć po ich nagrania, ale zawsze jakoś gdy mam na to ochotę, to sobie zadaje pytanie: Zaraz, ale po co puszczać Beatlesów skoro wszyscy ich tak znają i wszyscy ich grają, wszyscy ich grają, a się później okazuje, że wszyscy tak myślą, że wszyscy ich grają i nikt ich nie gra.

JL: Tak, wszyscy tak myślą i wszyscy myślą, że to jest cały czas najpopularniejszy zespół, że nie trzeba wymawiać nazwisk, tylko wystarczy powiedzieć John, Paul, George i Ringo i każdy wie o kogo chodzi. Nie...

TB: No, tak, ale nowe, współczesne, popularne zespoły, takie jak Oasis na przykład mówią sobie, my jesteśmy nowymi Beatlesami, więcej, my jesteśmy lepsi od Beatlesów. I też się wszystkim wydaje, że wszyscy wiedzą o co chodzi. To jest straszne.

JL: Może nie mamy zbytnio czasu żeby rozmawiać na ten temat. Będąc raz w Londynie w jednym z pubów nawiązałem rozmowę z młodą Angielką, która... to była znajoma jednego kolegi i ona się przedstawiła jako fanka Oasis, no więc spytałem się czy lubisz Beatlesów?
- Ona: Co to, jakich Beatlesów?
- No, jak to: BEATLESÓW z Liverpoolu.
- Nie, nie sorry, nie znam.


TB: Powinna jeszcze zapytać co to jest Liverpool czy jakiś rodzaj piwa czy co.

JL: W każdym razie wracajmy do koncertu. Byłem, Boże kiedy to było, na początku września w Hamburgu i przeżyłem no po prostu miałem przeżycie... nie...

TB: Déja vu.

JL: ... nie... traumatyczne, takie które no wstrząsnęło mną i nic już nie będzie takie samo, po prostu spotkałem się z Ringo Starrem, co prawda przez chwilę, to było pół minuty. Zrobiłem, mam zdjęcie, mam autograf i czułem się jakbym wygrał milion dolarów, słowo honoru...

TB: Tylko nie mów Jacku, że to było przeżycie traumatyczne, bo to się nam kojarzy z jakimś takim przeżyciem przykrym, prawda? Po którym zostają urazy.

JL: Nie, no może nie uraz, ale coś na pewno we mnie się zmieniło, przede wszystkim no to marzenie mojego życia spotkać...

TB: Ja sobie wyobrażam, bo...

JL: ... muzyczne oczywiście marzenie spotkać Beatlesa i to już jest za mną...

TB: Ja przeżyłem ten moment w czerwcu zeszłego roku kiedy uścisnąłem rękę Gregowi Lake'owi i powiedziałem, że od czasu jak zaśpiewał "Epitafium" po przez wszystko aż do chwili obecnej jest moim ulubionym wokalistą.

JL: I tak pomyślałem, że z tej okazji należy uhonorować Ringa, wydał on w tym roku płytę, nazywa się "Vertical Man", płyta w ogóle nie jest reklamowana w żadnej rozgłośni. Z tego co wiem w ogóle się nie sprzedaje, ponieważ nikt o niej prawie w ogóle nic nie wie. Płyta jest doskonała...

TB: Ringo najwyraźniej nie rapuje na niej po prostu i to dlatego...

JL: Nie. Płyta jest doskonała, proszę mi wierzyć. Grają na niej oprócz zespołu Ringa, grają - Paul McCartney, George Harrison, Bryan Wilson z zespołu Beach Boys, śpiewa w jednym utworze Ozzy Osbourne, no co prawda w chórkach, jest Steven Tyler z Aerosmith, wielka naprawdę, wspaniała płyta, najlepsza jego płyta od dwudziestu pięciu lat. I chciałbym żebyśmy posłuchali jednego utworu, który uważam powinien być przebojem, ale nie jest ponieważ nie wydano go jeszcze na singlu. Jest to otwierający ten kompakt utwór "One".

 

30. Ringo Starr - One

31. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Tak à propos wrażenia déja vu. Wprawdzie nie słyszałem tego utworu nigdy wcześniej, bo jest to bardzo świeże nagranie Ringo Starra, ale mam takie wrażenie jak gdyby ten utwór był już gdzieś w czasie i przestrzeni wcześniej, bo taki duch z przeszłości owionął nas tutaj w studiu.

JL: Nie dziwię się, że masz takie wrażenie, ponieważ po prostu Ringo nagrał płytę z lat 70-tych. Ona ma brzmienie lat 70-tych, a nawet uważam 60-tych, ale do Beatlesów mam nadzieję jeszcze dzisiaj wrócimy.

TB: Właśnie.

JL: Kolejna płyta. No tą płytę, ponieważ nie było mnie kilka miesięcy w piwnicy...

TB: Znaczy nas nie było w Twojej piwnicy kilka miesięcy.

JL. No, tak, no była zamknięta. Nie mogliśmy w niej być.


TB: Tak, czyli nie była u nas.

JL: Jest to płyta, która jak usłyszałem po prostu mnie powaliła, że tak użyje takiego brzydkiego słowa. Płyta pochodzi z Japonii, ja już kiedyś prezentowałem fragmenty...

TB: Japoński zespół, tak?

JL: ... japońskich płyt i jest to grupa Blues Creation, wokalistką Carmen Maki. Nazwa może niezbyt zachęcająca, szczególnie ta Carmen Maki.

TB: Dlaczego? Nazwisko jak nazwisko, zobaczymy jak śpiewa.

JL: Moim zdaniem jest to po prostu rzecz wspaniała, wokalistka przypomina głosowo nieco Janis Joplin, ale generalnie nie chodzi o to, chodzi o klimat. Jest to trochę Led Zeppelin z okresu "Since I've Been Loving You", a przede wszystkim kolejny dowód na to, że dobra muzyka powstawała na całym świecie i często, często przewyższała ona to co było najbardziej popularne.

TB: Na Wyspach produkowane, tak?

JL: No, niestety kompakt jest właściwie zupełnie niedostępny, wydałem na niego kupę pieniędzy w Niemczech, ale warto było. Chciałbym żebyśmy posłuchali dwóch utworów, aha, jeszcze dodam tylko, że płyta nagrana została w 1971 roku, czyli data już jest...

TB: No tak.

JL: ... correct. Dwa nagrania - "Lord, I Can't Be Going No More" i "I Can't Live For Today" - Blues Creation i Carmen Maki.

 

32. Carmen Maki, Blues Creation - Lord, I Can't Be Going No More

33. Carmen Maki, Blues Creation - I Can't Live For Today

34. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: No, muszę powiedzieć Panie Jacku, że to jest naprawdę znakomite granie. Dużo takiej gitary jaką lubię i faktycznie słusznie zauważyłeś, że "Since I've Been Loving You" w pierwszym utworze zdecydowanie się kłania i to nisko. Sądzę, że Pani Carmen Maki i Blues Creation całkiem świadomie komponując ten utwór słuchali Led Zeppelin. Solo aż zbyt podobne.

JL: Oczywiście, poza tym Led Zeppelin jeszcze wtedy zaliczany był do zespołów teoretycznie przynajmniej bluesowych, a Blues Creation nagrali cztery płyty, z których ta, z której każda w sumie ma w sobie elementy bluesa, ta jest chyba najłagodniejsza. Może ze względu na obecność Damy...

TB: Ale ona nie ma takiego głosu trochę jak Janis Joplin jednak, jest za gładki ten głos w sumie...

JL: Tak, tylko że...

TB: Janis była taka charcząca bardzo...

JL: Zgadza się, tylko że gdzieś przeczytałem, że Carmen Maki to japońska Janis Joplin.

TB: No, tak, tam dziennikarze muszą mieć jakiś punkt zaczepienia, bo nie potrafią niczego napisać sami, to prawda. Czy może jeszcze coś z tej płyty byśmy...

JL: Tak, tak, powiem Ci, że słuchając tych dwóch utworów, no ja jestem do niej bardzo pozytywnie nastawiony. Uwielbiam ją i pomyślałem, że może słuchacze by też zechcieliby posłuchać jeszcze jednego utworu.

TB: No, myślę, że tak. Ja na przykład posłuchałbym z przyjemnością. A tak jeszcze wspomnę, że ta aluzja do "Since I've Been Loving You" i fakt, że ten utwór jest tak podobny, to jest też jakieś dziwne zrządzenie sił ponadczasowych i tych jakiś takich, że tak powiem astralnych nawet... Bo ja...

JL: No i w sprawie koncertu, był koncert Led Zeppelin...

TB: Też był, tak, oczywiście. Bo ja akurat planuję pojawienie się utworu "Since I've Been Loving You" jeszcze dzisiejszej nocy także...

JL: A ja planuję teraz utwór "Understand", jeszcze raz Blues Creation z Carmen Maki.

 

35. Carmen Maki, Blues Creation - Understand

36. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego (niekompletny, brak w środku)

TB: No, tutaj faktycznie trochę słychać było podobny styl śpiewania, jak w niektórych utworach Janis Joplin - Carmen Maki, aż trudno uwierzyć, że to jest Japonka. Rozmawialiśmy sobie tak tutaj zakulisowo, że japoński, żeński wokal nam się zawsze kojarzy z takim piskiem, trochę jak na pierwszej płycie Kate Bush. Wtedy wszyscy mówili, że to chyba Japonka tylko ma angielskie nazwisko, okazało się, że jednak nie.

JL: No, ja też tak uważałem. Znaczy może nie z nazwiskiem, ale jak pierwszy raz usłyszałem pomyślałem, że to była Japonka śpiewająca po angielsku.

TB: Żeby było śmieszniej, to pierwszy utwór na pierwszej płycie Kate Bush pamiętam ona wykonywała w Tokio na jakimś festiwalu, wtedy w '78 roku, czyli idealnie się jakby...

JL: Zgadza się, a poza tym jeśli się nie mylę, to na okładce pierwszej płyty...

TB: Tak...

JL: ...jakieś elementy japońskie są zdecydowanie...

TB: Tak, jest jakiś latawiec japoński tam - dokładnie. No cóż, to było granie bardzo bluesowo-rockowe i szczerze mówiąc tak trochę mnie ożywiło po utworach, które... (brak fragmentu)

JL: (brak fragmentu)... odniesienie jest jakby nie tak dokładnie, ale myślę, że... ojej... Źle zacząłem...

TB: Ale co będzie to koncertowa płyta?

JL: Nie, nie będzie to koncertowa płyta, ale będzie to płyta zespołu, z którego jeden muzyk koncertował niedawno w Polsce. O.

TB: Aha. No to już jesteśmy w domu.

JL: Tak strasznie, strasznie się tutaj zawikłałem. Chodzi o zespół Bijelo Dugme - jugosłowiański. Znany Ci...

TB: Tyle o nim słyszałem, ale nigdy go nie słyszałem.

JL: Znany Ci na pewno, a tym artystą był Goran Bregović, aczkolwiek, aczkolwiek do muzyki Bregovića, tej nowej nie mam żadnego przekonania uważam, że gromada śpiewających cyganów... no, to nie jest to co ja lubię najbardziej. Filmy Emira Kusturicy typu "Underground" też do mnie nie do końca przemawiają...

TB: Więc do mnie też ten film nie przemówił przyznam się. Ja go obejrzałem do połowy i to był chyba jeden z tych filmów w całej historii mojego zainteresowania się kinem, którego nie byłem w stanie oglądać dalej, bo stwierdziłem, że losy tych ludzi kompletnie mnie nie obchodzą. Natomiast cała oprawa owszem efektowna niekiedy wizualnie, jednak jakoś też mnie nie bierze. I słyszałem od osób, które bardzo lubię i którym ufam, które wiem, że znają się także na filmach i lubią to co ja. Że ten film jest absolutnie genialny, że to jest dzieło stulecia, no niestety do mnie... mnie to, że tak powiem, jak to mój świętej pamięci wujek mawiał, mnie to nie zwilżyło, o. Zupełnie, pozostałem nierozpuszczalny na tego rodzaju rozrywkę filmową.

JL: No więc mnie też. Za to...

TB: Muzyka Bregovića?

JL: ... grupa Bijelo Dugme chyba nie za bardzo w tym momencie zwilża samego Bregovića...

TB: Pewnie tak.

JL: ..., który sam powiedział coś w wywiadzie, że on trochę się wstydzi, że był muzykiem rockowym co już jest zupełną paranoją, bo tym bardziej, że wiem od jednego z kolegów, który dokładnie słucha tych płyt Bregovića solowych, tych muzyki filmowej. Że na każdej płycie jest po kilka cytatów ze starych, rockowych płyt Bijelo Dugme, czyli generalnie no taki auto kradzież.

TB: No, tak, ale on być może, być może nie podoba mu się po latach to co z tymi jego muzycznymi pomysłami zrobiono wtedy. Natomiast jest do nich przywiązany i dlatego je wciąż, wciąż jakoś tam wykorzystuje...

JL: No, zgadza się. W każdym razie żeby udowodnić, że jednak Bregović najlepsze lata ma już za sobą. Chciałbym zaprezentować pierwszy utwór z pierwszego albumu zespołu Bijelo Dugme. Płyta nazywa się "Kad bi bio bijelo dugme", nagrana została w '74 roku i jest świetna. A utwór jest kapitalny i trzeba tego posłuchać.

TB: Nie mogę się już doczekać, bo o tym zespole słucham od kilkunastu lat, a nigdy go jeszcze nie słyszałem. Czyli w takim razie z dawnej, nieistniejącej już Jugosławii, zamierzchłej przeszłości z lat 70-tych...

JL: Z najsłynniejszej jugosłowiańskiej płyty.
TB: Grupa Bijelo Dugme.

 

37. Bijelo Dugme - Kad bi' bio bijelo dugme

38. Komentarz Tomasza (godz.2:00 czasu zimowego)

Co się odwlecze to nie uciecze, jak mawiają. Nie słyszałem zespołu Bijelo Dugme, przez wiele lat słyszałem dużo o tym zespole, ale teraz jestem naprawdę oczarowany tym co przed chwilą wszyscy usłyszeliśmy. To była naprawdę dobra grupa. Proszę Państwa, minęła w tej chwili dokładnie godzina trzecia i jest już najwyższy czas na godzinę drugą.

 

39. The Alan Parsons Project - Time

40. Komentarz Tomasza

Kolejny utwór związany z czasem - Alan Parsons Project - Time. Cofają się powoli wskazówki zegara, powoli, powoli aż do godziny drugiej.

Czas płynie jak rzeka
Żegnaj moja miłości
Może na zawsze
Kto wie czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy?
Jeśli w ogóle

Ale czas płynie niczym rzeka do morza
Przyjaciele moi
Żegnajcie może na zawsze
Na mnie już czekają gwiazdy
Kto wie czy kiedykolwiek się spotkamy?

Cóż, teraz chyba coś z zupełnie innej beczki.

 

41. Sygnał audycji/Powitanie Tomasza

Dobry wieczór.

 

42. Ray Thomas - Play It Again

43. Komentarz Tomasza

Ray Thomas i "Play It Again" - zagra to jeszcze raz. Chciałoby się powiedzieć - zagra to jeszcze raz, Sam. Wprawdzie Casablanki ostatnio nie było i właściwie nie o to mi chodzi. To jednak pewnego rodzaju aluzje będą się pojawiać. A dlaczego? Otóż, obiecałem coś Państwu pół roku temu, ja lubię dotrzymywać obietnic, czasem zapominam o tym przez jakiś czas, ale zawsze kiedyś sobie przypominam i wtedy jest szansa na dotrzymanie obietnicy. Jeśli Państwo pamiętają nasze spotkanie z 29-ego marca kiedy jedna godzina została nam zabrana w związku z przestawianiem zegarków. Wtedy przestawialiśmy je do przodu i ta godzina gdzieś zniknęła, ale ja mówiłem w przyrodzie nic nie ginie, ta godzina gdzieś jest i do nas wróci. I dzisiaj ona do nas wraca. Obiecałem wtedy Państwu, że pewne utwory, które miały się znaleźć wtedy w programie znajdą się w programie teraz, dzisiaj. Pierwszy z nich nazywa się "Scarborough Fair".

 

44. Simon & Garfunkel - Scarborough Fair

45. Komentarz Tomasza

Jeśli wybierasz się na jarmark Scarborough
To nie zapomnij pozdrowić tej, która tam mieszka
Bo kiedyś bardzo ją kochałem

Simon & Garfunkel.

Odkąd Ciebie pokochałem
Nie jestem w stanie dojść do siebie
Nie wiem co się ze mną dzieje
Zachowuję się dziwnie

Tak, to były te wszystkie utwory, do których tyle razy wracaliśmy, bez przerwy, przy każdej okazji. Staraliśmy się znaleźć w nich drugie dno. Słuchaliśmy ich po to, żeby bez przerwy siedzieć niczym ten Humphrey Bogart nocą przy stoliku ze szklanką wina w łapie, patrzeć się w popielniczkę wypełnioną stu pięćdziesięcioma niedopałkami i rozważać, rozważać, rozważać, marnować czas. Tak sobie wspominam w tej chwili jak to było i dochodzę do wniosku, że chyba byłem strasznym idiotą.

 

46. Roxy Music - A Song For Europe

47. Led Zeppelin - Since I've Been Loving You

48. Komentarz Tomasza

To były kolejne dwa utwory, których nie udało nam się posłuchać pół roku temu. "Song For Europe" grupa Roxy Music i "Since I've Been Loving You" Led Zeppelin, o czym rozmawialiśmy z Jackiem przed godziną. Proszę Państwa, gdy tak przygotowywałem tę godzinę, zacząłem się zastanawiać jakie utwory wybrać. Początkowo pomyślałem, że właściwie skrócę nasze rozważania do dwóch utworów i posłuchamy tylko "Scarborough Fair", posłuchamy "Song For Europe" i "Since I've Been Loving You". Właśnie do trzech utworów chciałem się ograniczyć. Do "Scarborough Fair", "Song For Europe", "Since I've Been Loving You" i "Changes" Black Sabbath, czterech, czterech utworów właściwie, do czterech. Do "Scarborough Fair", "Song For Europe", "Since I've Been Loving You", "Changes" i "Incubus" Marillion, nie, pięć utworów. Doszedłem do wniosku, że czas wreszcie coś zmienić, pozostaniemy przy czterech "I'm going through changes"

 

49. Black Sabbath - Changes

50. Komentarz Tomasza

To był zespół Black Sabbath, aż trudno w to uwierzyć. Piękna, ale mniej od wszystkich typowa kompozycja "Changes", czyli zmiany. I skoro miały być zmiany, to nie będzie to jednak pełna godzina rozważania różnych rzeczy, o których już tyle razy sobie opowiadaliśmy, że znamy je na pamięć. Po prostu tak jak pod koniec "Żywotu Briana" Monty Pythona wszyscy śpiewają - "always look on the bright side of life", czyli zawsze patrz na życie z humorem, zawsze patrz na jutro z myślą o tym, że będzie lepiej. Nawet po czternastu godzinach spędzonych w pociągu, proszę Państwa. Tak, więc w tej chwili zajmiemy się tym co już obiecałem wcześniej, zajmiemy się zjawiskiem déja vu. Tak, więc dziś w Programie Trzecim będziemy omawiać zjawisko déja vu i takie dziwne uczucie, które czasami nas ogarnia, że coś już przeżyliśmy wcześniej. Dziś w Programie Trzecim omawiać będzie zjawisko déja vu, to dziwne uczucie, które czasem nas ogarnia, że już coś kiedyś wcześniej przeżyliśmy.

 

51. Alice Cooper - Didn't We Meet

52. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Alice Cooper i piosenka "Didn't We Meet" - czy myśmy się już przypadkiem nie spotkali. Proszę Państwa, dziś Program Trzeci nadawany jest na żywo z piwnicy, właśnie rozglądam się za jej właścicielem. Jacku, właściwie gdzie Ty jesteś, Jacek, Jacek, gdzie jesteś?

JL: Tu jestem.

TB: A tu jesteś, a. Proszę Państwa Jacek Leśniewski Megadisc piwnica. Dzisiaj ponownie po dłuższej przerwie w Trójce. Nie mogłem Cię zauważyć za tą stertą płyt.

JL: Widać jestem tak niski i tak niezauważalny, że nie zauważyłeś mnie.

TB: Tak dużo tych płyt, tak dużo płyt. Panie Jacku co dzisiaj będzie?

JL: No, przyniosłem parę pozycji, ale uważam, że najważniejszą rzeczą, które ukazały się ostatnio, dosłownie świeżutka, koncertowa płyta grupy Black Sabbath.

TB: No właśnie, to płyta, o której rozmawialiśmy w piwnicy, no przed prawie rokiem kiedy byłeś na koncercie w Birmingham.

JL: Tak, byłem na koncercie w Birmingham...

TB: I ta płyta była wtedy nagrana kiedy Ty byłeś na sali, słychać tam Ciebie krzyczącego razem z tą publicznością?

JL: Nie, nie słychać mnie na sali niestety, ubolewam, ale ja byłem dzień wcześniej czwartego razem z dwoma kolegami i z małżonką jednego z nich. No i po koncercie pamiętam bardzo ich namawiałem czy byśmy nie mogli skoczyć jeszcze następnego dnia do Birmingham, my mieszkaliśmy w Londynie. No i niestety okazało się, że, a poza tym powiem Ci jeszcze jedno, co może się głupio przyznać. Chwilę po koncercie byłem rozczarowany, ale powiem Ci z jakiego powodu. Ponieważ koncert szedł jednym ciągiem piętnaście utworów, po czym czekaliśmy na bis, na bisy, na kilkach bisów typu - "Symptom of the Universe". Boże, co będzie - "Wizard". Był czterominutowy "Paranoid" i koniec koncertu, światła się zapaliły. I ja pamiętam, o rany, co się dzieje, tylko jeden numer, co to za bisy, nigdy nie byłem na takim koncercie, jak to możliwe. Jeszcze tego samego dnia czytałem chyba w Karangu, że Ozzy obiecywał, że dwie godziny bity koncert, tu jest godzina czterdzieści pięć i koniec. I pamiętam uczucie takiej pustki, Boże, a poza tym sen się skończył, to już minęło, to już minęło.

TB: Tak, tak, znam to uczucie skądinąd, ja wróciłem właśnie z koncertu Bauhaus, który trwał godzinę i później zaczęły się bisy. Jeden bis, następny bis, następny bis, no w sumie było to razem półtorej godziny, ale wiem co to jest za uczucie kiedy zapalają światła.

JL: Uważam tylko, że to że zostało zarejestrowany drugi koncert, to wyjdzie na dobre tej płycie. Ponieważ podczas pierwszej nocy zespół popełnił kilka pomyłek. W książeczce do kompaktu jest wyraźnie napisane, że nie ma żadnych nakładek.

TB: Czyli jest to wierne nagranie...

JL: ... wierne nagranie na żywo i nie ma w sumie, ja przesłuchałem tą płytę raz i nie słyszę, nie słyszę błędów. Pamiętam, że kilka wyłapałem czwartego grudnia - w "Electric Funeral" w "Sabbath Bloody Sabbath" był fałsz Ozzy'ego. No nic no, nie byłem na tym drugim koncercie, a jeszcze no tak jak mówiłem o podróży do Birmingham, podróż w jedną stronę, powrót, taksówka potem w Londynie, wszystko by się zamknęło kwotą czterystu-pięciuset złotych. Wiesz, Londyn to takie miasto, że jest na co wydać pieniądze.

TB: Tak, wiem skądinąd. No cóż, ja jednak chyba bym poszedł na ten drugi koncert...

JL: HA.

TB: ... gdyby Bauhaus grał w Pradze jeszcze raz, to być może zadzwoniłbym do Warszawy albo do Krakowa raczej poprosiłbym Piotra Kosińskiego żeby przyjechał tutaj dzisiaj. A ja zostałbym na jeszcze jednym koncercie, no tak się nawet zastanawialiśmy czy nie jechać do Berlina przypadkiem w tym tygodniu, 29-ego nota bene przypominam raz jeszcze. Ale tutaj na tej płycie oprócz nagrań koncertowych, o których chyba za chwilę, że tak powiem powrócimy, są dwa nagrania studyjne. Jeden nazywa się "Psycho Man", a drugi się nazywa...

JL: "Selling My Soul".

TB: Sprzedając moją duszę To co, sprzedamy duszę?

JL: Oczywiście.

TB: Black Sabbath.

 

53. Black Sabbath - Selling My Soul

54. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: "Selling My Soul", czyli sprzedaję swoją duszę. Ozzy Osbourne tak śpiewa tutaj troszkę niżej, ale zdaje się, że po prostu po latach mu się troszkę głos obniżył, prawda?

JL: No, w sumie mogę się z Tobą zgodzić, ale ale właściwie to się nie zgadzam. Uważam, że Ozzy jest jednym z niewielu wokalistów z tamtych lat, w przeciwieństwie do Planta czy Gillana, któremu głos pozostał w sumie prawie niezmieniony.

TB: No, ale "Sabbath" nie był w stanie jednak zaśpiewać na tą samą nutę co kiedyś, prawda?

JL: No, tak...

TB: Trochę zmienił.

JL: ... no tak, ale to już były naprawdę wysokie partie.

TB: No, bardzo wysokie nawet. Tak się śmiałem nawet tutaj dzisiaj czy on przypadkiem nie oglądał Monty Pythona i nie oglądał tego dowcipu jak facet przychodzi na policję i chce zgłosić włamanie, a policjant mówi - nie rozumiem? Musi Pan to powiedzieć na troszkę wyższej tonacji, w końcu każe mu wrzeszczeć strasznie piskliwym głosem i wtedy może się z nim porozumieć. Ale z innym policjantem już nie, bo do innego trzeba mówić na bardzo niskiej tonacji.

JL: Nie wiem czy zauważyłeś, ale te dwa nowe numery to są fantastyczne.

TB: Oczywiście. Ja przede wszystkim posłuchałem tych dwóch nowych numerów, bo nie miałem okazji zapoznać się z całą płytą i wciąż jeszcze jej nie znam. Bardzo chętnie właśnie za chwilę sięgnąłbym po koncertowe utwory, bo właściwie słuchałem fragmentów, nie miałem po prostu kiedy. Ale coś czuję, że to będzie taka właśnie płyta, taka płyta déja vu. Będziemy do niej wracać, wracać i wracać, jest nowa, właściwie nie jest nowa, ale jest nowa i zawiera to wszystko co gdzieś w nas tam głęboko siedzi i te wspomnienia będą za każdym razem ożywać, to jest coś niesamowitego.

JL: Przy czym wielką zaletą tego koncertu, jeśli już tak chwalimy, jest to, że te... znaczy no Ci co byli na koncercie w Katowicach to to słyszeli, ale te utwory są, brzmią jakby to był koncert z lat 70-tych, ale nagrany na cyfrowym sprzęcie, to jest po prostu wehikuł czasu.

TB: No właśnie, mówi się, że czas nie czeka na nikogo, ale tak nas zaczekał i to tak, tak strasznie, taki straszny kawał czasu mogliśmy się cofnąć bez najmniejszego problemu. Jacku, niektórych kawałków nie było w Katowicach...

JL: Właśnie, co chciałem powiedzieć, że Black Sabbath na festiwalach, ponieważ koncert w Katowicach to był jakby taki mini festiwal, oni grają dwa utwory mniej, nie było "Behind The Wall Of Sleep" i "Dirty Women". I myślę, że warto się zapoznać z tymi utworami, na "Dirty Women" chyba przyjdzie jeszcze czas w następnej godzinie.

TB: Tak, natomiast teraz właśnie "Behind The Wall Of Sleep" ewentualnie i chyba "N.I.B.", bo one są tak grane jak na płycie pierwszej "Black Sabbath" jeden przechodzi w drugi.

JL: "Behind The Wall Of Sleep" to jest fantastyczny numer.

TB: W ogóle pierwsza płyta "Black Sabbath" była świetną płytą i do dzisiaj zawsze jak do niej wracam to czuję takie dreszcze, przy pierwszej stronie, bo drugiej strony jakoś niestety nie lubię, ale pierwsza jest dla mnie po prostu absolutnie zwalająca z nóg po prostu.

JL: To posłuchajmy.
TB: Posłuchajmy.

 

55. Black Sabbath - Behind the Wall of Sleep

56. Black Sabbath - N.I.B.

57. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Black Sabbath z płyty "Reunion". Nagrania koncertowe z trasy, która no była czymś niewyobrażalnym dla wszystkich fanów tego zespołu i stała się praktycznie spełnieniem niemożliwego marzenia. Byliśmy na Black Sabbath, widzieliśmy do czego są wciąż zdolni po latach i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś ich zobaczymy w tym samym składzie.

JL: No, na pewno, z tym, że czy w tym składzie to jest wątpliwe, ponieważ Bill Ward najprawdopodobniej już na pewno został, może to brzydko powiem, odstawiony na boczny tor, gdyż ma wciąż problemy ze zdrowiem, a na przykład trasa po Ameryce to nie jest...

TB: Tak, z tym, że ja mam na myśli przede wszystkim jednak Ozzy'ego. Jest on w moim odczuciu, z całym szacunkiem dla Billa Warda, jednak Ozzy jest tym czynnikiem w Black Sabbath, który sprawił, że od czasu płyty "Heaven and Hell", którą jednak wielu fanów Black Sabbath bardzo lubi. Ja od tego czasu jednak już, to to był dla mnie inny zespół, przestałem się już tym zespołem tak interesować. Ja go odstawiłem na boczny tor wtedy.

JL: No, rozumiem.

TB: Aż do tego momentu. Jacku, mówiliśmy wcześniej o Beatlesach, mieliśmy wrócić do Beatlesów.

JL: Tak mieliśmy...

TB: Wróćmy, bo zapomnimy.

JL: Tak, wróćmy do Beatlesów, ponieważ nadal, może jeszcze nie jest ten moment, ale nadarza się okazja, gdyż najprawdopodobniej 17-ego listopada ukazuje się, to ważna wiadomość dla fanów zespołu, remasterowana wersja słynnego "Białego Albumu". Powódź zalewająca nas płyt remasterowanych powoduje, że już słowo że coś jest oczyszczane, nowa wersja już generalnie nie wzbudza takich emocji, ale w przypadku płyt tego wyjątkowego zespołu, to jest uważam ważna informacja, gdyż było tylko jedno wydanie w 87-mym roku. Minęło aż 11 lat, technika poszła do przodu, no i myślę nie zaszkodzi tej wspaniałej płycie, że będzie ona nieco polepszona...

TB: No, miejmy nadzieję, że jej nie zremiksują.

JL: Na pewno nie zremiksują, z tym że nie wiem jeszcze jak będzie wyglądać szata graficzna, ale szykowane są jakieś niespodzianki. Słyszałem coś o projekcie, że całość ma być przezroczysta tak jak pierwotny pomysł, bo "Biały Album" miał się, dlatego ukazał się jako w białej kopercie, że za drogo byłoby wyprodukować przezroczysty winyl, przezroczystą okładkę, wszystko po prostu...

TB: Rozumiem.

JL: ... miało być właśnie zrobione w ten sposób. Na pewno będzie plakat, tak jak w analogu złożony, cztery zdjęcia w formie pocztówek, no tyle.

TB: No, świetnie. Mnie bardzo cieszą te reedycje z...

JL: Z okazji trzydziestolecia, no o, tego zapomniałem dodać. Trzydziestolecie "Białego Albumu" w listopadzie.

TB: Tak, więc ja z kolei zacząłem mówić, że cieszą mnie te wszystkie reedycje, ale ja zawsze na jedną rzecz narzekam. Owszem, dźwięk jest najczęściej lepszy i okładka jest oryginalna, aliści zawsze zapominają szanowni wydawcy o tekstach piosenek, które tam kiedyś były. Na przykład cała reedycja płyt Moody Blues, nie kupiłem żadnej, wolałem mieć te stare wydania, ponieważ tam był teksty. Nie powiem, no nie chcę tutaj powiedzieć brzydkiego słowa, ale byłem maksymalnie zirytowany kiedy kupiłem Deep Purple - "In Rock", gdzie była wspaniała książeczka, z której dowiadywałem się różnych czasami moim zdaniem takich nawet skandalizujących i trochę nieprzyzwoitych informacji o tym co się działo podczas sesji nagraniowych tej płyty. Natomiast nie było tekstów i to mnie już tak zdenerwowało, że następnych reedycji płyt Deep Purple nie kupiłem. Akurat tak kochałem "In Rock" i ona była tak źle nagrana w wersji kompaktowej, że w tym przypadku musiałem się przełamać. Ale podobnie jak do poprzedniego wydania musiałem tutaj sobie wkleić do książeczki przez siebie na ksero wykonaną wersje tekstów skopiowanych z analogowej okładki.

JL: No, tak, Tomek...

TB: Czy to jest taki problem, taki straszny koszt żeby poświęcić dwie czy nawet trzy stroniczki książeczki tym tekstom?

JL: Tomek niszczyciel, Tomek niszczy wszelkie okładki, które nie są...

TB: Nie, ja nie niszczę, ja uzupełniam po prostu.

JL: Zgadza się. Jeszcze z Beatlesami jedna rzecz. Nasunęła mi się... Jesteśmy już po koncercie Rolling Stonesów w Chorzowie, to było chyba wydarzenie roku i byliśmy obaj na koncercie...

TB: Tak.

JL: ...był wspaniały, to wielkie przeżycie. Ale w prasie, w mediach zaczęły pojawiać się odkopane animozje z lat 60-tych, czyli że Stonesi to właściwie był ten zespół buntowników, prawdziwych rockandrollowców, Beatlesi za to przylizani, wtłoczeni w jakieś garnitury grali pop. I właśnie na "Białym Albumie" jest jeden taki utwór, który myślę powinien dać nieco do myślenia zwolennikom takich teorii. Utwór "Helter Skelter". Chciałbym żeby któryś fan, ktokolwiek, fan Stonesów znalazł utwór tego zespołu, który byłby tak intensywny, tak ciężki, tak rockowy...

TB: Taki ostry, taki...

JL: ... jak właśnie "Helter Skelter"...

TB: ... drapieżny nazwijmy to.

JL: No właśnie.

TB: Ja pamiętam to nagranie, gdy pierwszy raz słuchałem, byłem pod wrażeniem. Bo to był też początek lat 70-tych jak mi się ten utwór gdzieś trafił, na którejś z taśm Ojca i słuchałem go i mówię: to niemożliwe żeby to był zespół The Beatles.

JL: To zespół rockowy, zespół The Beatles, po prostu.


TB: Posłuchajmy.

 

58. The Beatles - Helter Skelter

59. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Grupa The Beatles i słynny skądinąd utwór "Helter Skelter", to wyciszenie, to też mówię dla tych z Państwa, którzy po raz pierwszy tego słuchają, to wyciszenie to nie nasza wina tylko tak jest na płycie. Beatlesi bardzo lubili na swoich późniejszych płytach wyczyniać różne dziwne rzeczy, tak zresztą jak my dzisiaj podczas naszego, trójkowego spotkania robimy różne dziwne rzeczy, więc sądzę, że to "Helter Skelter" pasuje. Chciałem teraz jeszcze wspomnieć, że jest już dziewięć minut po godzinie trzeciej. Przypominam tym wszystkim, którzy nie przestawili zegarków, że należy to zrobić, jest w tej chwili godzina trzecia dziewięć. A my nadal w piwnicy z Jackiem. Co następnego?

JL: O następnym za chwilkę, ja jeszcze chciałem dodać jedną rzecz, że chętnie bym posłuchał oryginalnej wersji "Helter Skelter", znaczy całości, ponoć przez dwadzieścia siedem minut grali ten utwór...

TB: Niesamowite.

JL: ... stąd ten okrzyk Ringa na końcu - "I got blister for my fingers" - mam purchle na palcach...

TB: Tak, tak, od grania.

JL: ... to nie było zamierzone, po prostu jego reakcja. No, może kiedyś na jakiejś kolejne antologii to się ukaże.

TB: Mam tutaj jeszcze pewną teorię na temat tego utworu i treści tego utworu i tych właśnie pęcherzy na palcach, ale nie będę teraz o tym mówił. Przejdźmy do jakiejś innej płyty proponuję.

JL: Tak, kolejna reedycja, ponieważ szykuje się reedycja "Białego Albumu". A tutaj mamy już kolejną "remasteryzację", grupa nieco mniej popularna niż Beatlesi - australijska Master's Apprentices. Ja kiedyś przedstawiałem...

TB: Pamiętam, że ten zespół był, tak, to prawda.

JL: Tak, ale chciałbym przypomnieć jeden fragment, już nie pamiętam czy był prezentowany, ponieważ dwie najlepsze płyty tego zespołu zostały wydane na jednym kompakcie. Na tamtych wydawnictwach pojawiały się okazjonalne trzaski, no nie było to tak...

TB: Były przegrane z analogu po prostu w poprzedniej...

JL: Tak, tak, a teraz jest to już remastering, brzmi to lepiej, no i przede wszystkim muzyka naprawdę jest wspaniała i myślę, że słuchacze nasi...

TB: Na pewno chętnie wrócimy do tego...

JL: ... nie będą rozczarowani, jedenaście minut Master's Apprentices z płyty "A Toast To Panama Red ", utwór dwu częściowy "Games We Play".

 

60. The Master's Apprentices - Games We Play I

61. The Master's Apprentices - Games We Play II

62. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: "Uczniowie mistrza", tak?

JL: Tak.

TB: Master's Apprentices, no to chyba rzeczywiście słuchaliśmy mam wrażenie tych utworów, bo taka muzyka...

JL: Kilka miesięcy temu, tak.

TB: ... gdzieś, gdzieś pamiętam, to taka muzyka zostaje...

JL: Z tym, że pamiętam, że...

TB: Z tym, że trzeszczało troszkę.

JL: ... że właśnie zaznaczyłeś, że trochę trzeszczy. Szelest plastiku okrywającego...

TB: Japońska płyta, jak sądzę?

JL: Znowu, tak, znowu japońska płyta i znowu Blues Creation. Ja przepraszam, że się tak uczepiłem tego zespołu, ale jestem pod dużym wrażeniem. Inna płyta, najprawdopodobniej druga, ponieważ trudno się połapać w tych krzaczkach, które tutaj...

TB: Z tą wokalistką, tak?

JL: Nie, nie z Carmen Maki to był jednorazowy wyskok. Płyta nazywa się „Demon And Eleven Children” i została nagrana w '71 roku. Chciałem początkowo żebyśmy zaprezentowali jeszcze dwa utwory, ale no trzeba coś wybierać. Nie podam niestety Państwu tytułu tego utworu, bo są...

TB: Ja Państwu powiem dlaczego, ja też nie potrafiłbym ich podać. Nie umiem czytać japońskich krzaczków jak to się mówi.

JL: Tak, jest tylko data - 1971 i dwudziesty...

TB: I powiedzmy to będzie utwór numer...

JL: Numer cztery, tak, tak to będzie utwór numer cztery...

TB: Zespół Blues Creation i utwór czwarty z płyty...

JL: Z płyty „Demon And Eleven Children”.

 

63. Blues Creation - Sorrow

64. Komentarz Tomasza

To był zespół Blues Creation w kolejnym znakomitym utworze. Jakże się cieszę, że odkrywamy od czasu do czasu w piwnicy takie rodzynki z przeszłości, to jest prawdziwa przyjemność w tych czasach wciąż odkrywać nową muzykę. Na chwilę opuścimy piwnicę, ale tylko na chwilę, bo ja zadałem Państwu temat do przemyślenia i myślę, że już czas myśmy też na koncercie grupy Bauhaus czekali, czekali i czekali na pewien utwór, więc Państwo też czekali na rozwiązanie zagadki - co wspólnego mają z sobą Schubert, Peter Murphy, David Bowie, Iggy Pop i tak dalej i tak dalej. Jeśli Państwo już wiedzą to dobrze, jeśli Państwo nie wiedzą to Pani Doktór to wyjaśni.

 

65. Wyjaśnienia Pani Doktor (po czesku)

66. Komentarz Tomasza

Dziękuję Pani Doktór. Jak już Państwo zdążyli się zorientować chodzi oczywiście o utwór "Bela Lugosi's Dead", który pojawił się na początku filmu "Zagadka Nieśmiertelności", w którym było dużo, dużo różnej muzyki, między innymi właśnie Schuberta, Iggy'ego Popa, a David Bowie grał jedną z głównych ról. To cóż, zapalamy świeczki, stawiamy na scenie świecznik, Peter Murphy pojawia się w pelerynie - "Bela Lugosi's Dead".

 

67. Bauhaus - Bela Lugosi Is Dead

68. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Ta wersja jest jednak nieporównywalnie najlepsza, ta wersja utworu "Bela Lugosi's Dead" znalazła się też w filmie "The Hunger", czyli "Zagadka Nieśmiertelności". Ja pamiętam jak oglądałem ten film pierwszy raz, do dzisiaj wciąż ciarki chodzą mi po krzyżu i kiedy wczoraj Bauhaus wykonywał ten utwór, no miałem praktycznie łzy w oczach. Nie dlatego żebym się wzruszył tylko dlatego, że to było też spełnienie niewyobrażalnego wręcz marzenia. Zawsze chciałem znaleźć się na koncercie tego zespołu i ten właśnie utwór przeżyć na żywo.

JL: A ja ze swej strony chciałbym dodać, że słychać że zespół nasłuchał się płyty "Ummagumma" zespołu Pink Floyd.

TB: A no...

JL: Szczególnie drugiej strony "Set the Controls" i" A Saucerful of Secrets" te wszystkie zagrywki gitarowe to jest David Gilmour.

TB: Nie no, oczywiście, nie no pewnie, jednak coś nowego powstało, że tak powiem na tamtej bazie.

JL: Ja jako konserwatysta, muszę powiedzieć, że to jest dobry utwór...

TB: Cieszę się.

JL: ... Bauhaus w ogóle był niezłym zespołem.

TB: Cieszę się, że to mówisz Jacku, bo mówię Ci gdybyś Ty pojechał na ten koncert i byś jeszcze tej współczesnej muzyki słuchał, to dzisiaj tylko o tym byśmy rozmawiali. Ale wróćmy teraz do Black Sabbath, do naszej płyty , płyty nocy można powiedzieć.

JL: Jeszcze jedno pytanie, bo nie ma czasu za bardzo. Co było większym dla Ciebie przeżyciem, koncert Bauhaus czy koncert Black Sabbath? Przepraszam bardzo, kogo ja zaprosiłem...

TB: Każdy był w jakiejś kategorii, każdy w jakiejś kategorii...

JL: Słucham, deklaruj się...

TB: Każdy był w jakiejś kategorii wydarzeniem nieporównywalnym jedno z drugim, naprawdę.

JL: No... polityka.

TB: Mieliśmy jeszcze słuchać utworu "Dirty Women"...

JL: No to posłuchajmy "Dirty Women" i sztandarowego. Utwór, który...

TB: Utwór wizytówka.

JL: Tak jest, który musiał się znaleźć dzisiaj, czyli "Black Sabbath".

TB: Koniecznie. Tak, więc przed nami "Black Sabbath" z płyty "Reunion".

 

69. Black Sabbath - Dirty Women

70. Black Sabbath - Black Sabbath

71. Komentarz Tomasza i Jacka Leśniewskiego

TB: Zespół Black Sabbath na żywo z płyty "Black Sabbath Reunion", utwór "Black Sabbath", a wcześniej "Dirty Women".

JL: Śmieje się, bo obydwaj kiwaliśmy się jak wariaci pod koniec.

TB: Oj, nie wiele brakowało, a słuchawki by nam spadły z głów i uderzyły w mikrofony. Akurat w tym momencie kiedy został otworzony tłumik i Państwo by usłyszeli straszliwy hałas. No, ale takie rzeczy się zdarzają. Cóż, musimy już powoli kończyć, bo Roman Dziewoński już przyszedł, a my chcemy jeszcze Państwu jedną piosenkę Beatlesów na dobranoc odtworzyć. Dziękuję Jacku...

JL: Dziękuję Ci również.

TB: ... Jacek Leśniewski Megadisc piwnica był dzisiaj naszym gościem ponownie po dłuższej przerwie i mam nadzieję, że za jakiś czas znów się pojawi z jakimiś równie pięknymi płytami.

JL: Oczywiście.

TB: No to cóż, Jacku, dobranoc.

JL: Dobranoc.

 

72. The Beatles - Good Night

73. Komentarz Romana Dziewońskiego

"Good night sleep tight", nie wiadomo czy już niedługo w Polszcze takim o to pożegnaniem nie będą mamy kołysały swych pociech. Zmieniamy język jakoś tak w kierunku tej angielszczyzny różnych salonów, nie wiadomo jak to będzie. Ale Tomasz Beksiński jako mistrz słowa zamienianego, czyli własnym głosem wypowiadanego przez innych w dialogach, różnych filmów zresztą, da sobie na pewno także z tym radę jako osoba niezwykle przewrotna. Powróciłem w dwudziestopięciogodzinnej niedzieli. Kłania się ponownie Roman Dziewoński.

 


Płyty wykorzystane w ramach audycji

Alice Cooper - Alice Cooper Goes To Hell (1976)

Bauhaus - Press the Eject and Give Me the Tape (1982)

Bijelo Dugme - Kad bi' bio bijelo dugme (1974)

Black Sabbath - Vol. 4 (Vertigo) (1972)

Black Sabbath - Reunion (Epic) CD1 (1998)

Black Sabbath - Reunion (Epic) CD2 (1998)

Blues Creation - Demon & Eleven Children (1971)

Carmen Maki, Blues Creation - Carmen Maki Blues Creation (1971)

Die Puhdys - Puhdys 1+2 (1996)

Ray Thomas - From Mighty Oaks (1975)

The Alan Parsons Project - The Turn of a Friendly Card (1980)

The Beatles - The Beatles (1968)